Dziecko na imprezach rodzinnych.

Dziecko na imprezach rodzinnych.

8 czerwca 2014 10 przez Anna

      Często bywam na imprezach rodzinnych. Oczywiście nie sama, a wraz z dzieckiem. Od jego urodzenia, wychodziłam z założenia, że moje dziecko to mój problem i podczas spotkań, to na mnie spoczywa odpowiedzialność za pilnowanie syna. No nie oszukujmy się. Małe dzieci wymagają karmienia, bujania, a większe mimo, że bardziej samodzielne, to jednak potrzebują chociażby dozoru.  Nie da się tego zrobić siedząc w jednym pokoju, podczas gdy  dzieci bawią się w drugim pokoju. Dla tego zawsze staram się wiedzieć co i gdzie mój syn robi. No dobrze, teraz mogę trochę odpuścić, ale kiedyś pilnowałam go na każdym kroku, żeby przypadkiem nie zrobił krzywdy mniejszym kuzynom, czy młodszym dzieciakom od znajomych. Starałam się zawsze sama nim zajmować, choć skłamałabym gdybym napisała że nigdy żadna ciocia czy babcia go nie przywabiały. Jednak zawsze było to w granicach zdrowego rozsądku, bo te ciocie, babcie i kuzynki, też chciałyby przecież posiedzieć i pobyć w towarzystwie a nie robić za imprezowe niańki.

33

       Nigdy nie oczekiwałam od nikogo, że zajmie się moim synem podczas gdy ja będę sobie siedzieć przy stole i jeść. Nigdy nie wychodziłam z założenia, że jak pójdę na jakieś rodzinne spotkanie to, rodzina czy znajomi przejmą opiekę nad dzieckiem, a ja sobie w tym czasie odpocznę. Wyjątkiem są sytuacje w których wymieniam się z kuzynkami,  lub innymi gośćmi. To sporo ułatwia, bo każdy z gości posiadający małe dzieci ma wtedy możliwość porozmawiania na spokojnie przy stole, ale sprawa ma się inaczej kiedy zdarza się, że ktoś wykorzystuje czyjąś grzeczność i bez ogródek korzysta z Ciebie jak z darmowej niańki.

        Nienawidzę ludzi, którzy opieką nad swoim dzieckiem, obarczają innych, kompletnie nie interesując się tym co ich pociecha robi, czy się bawi, płacze, czy się śmieje. Nie znoszę też jeśli w razie potrzeby nie reagują i gdy reagować musi za nią ktoś inny. Dziwnie jest upominać nie swoje dziecko, ale czasem gdy spotykamy się z kompletnym brakiem reakcji rodzica, po prostu nie ma wyboru. Nie mieści mi się w głowie jak można od tak, siąść na tyłku i mieć wszystko w nosie. Może dlatego, że mnie byłoby wstyd w ten sposób wykorzystywać innych. Tak, przybycie na spotkanie z głównym zamiarem, którym jest odpoczęcie od własnego dziecka nazywam wykorzystywaniem i brakiem skrupułów. Co innego gdy istnieje jakaś niepisana umowa, że najpierw ja, potem ty i jakoś się wymienimy przy opiece, a w razie czego zawsze będę w stanie interweniować. Bo wiadomo dzieci jak dzieci, czasem swoje sprawy chciałyby rozwiązywać siłą, albo wpadają na genialne pomysły mrożące krew w żyłach. Ups, a może to właśnie o to chodzi? Może rodzice, którzy chcą za wszelką cenę od dziecka odpocząć, znają go od podszewki i najzwyczajniej nie chcą patrzeć na jego poczynania? Liczą, że zachowanie młodocianego jakoś zostanie niezauważone, ale skoro notorycznie bije innych uczestników lub  psoci, to przecież w końcu ktoś się wkurzy samym brakiem interwencji opiekuna i tym nieszczęsnym bijącym dzieckiem.  Jeśli tak, to ja się nie dziwę, skąd się biorą restauracje do których nie wpuszcza się dzieci, a także imprezy na które młodociani nie mają wstępu. Ludzie mają dość, że ktoś robi z nich służących i niańki w jednym, że rodzice chowają zamiast wychowywać, że robią sobie dzieci, ale pilnować ich już nie ma kto.

        Drodzy rodzice, jeśli zmierzacie na jakąkolwiek imprezę z myślą, że oto teraz odpoczniecie od „rozwydrzonego bachora”, to ja śpieszę z wyjaśnieniem, że w ten sposób stwarzacie niebezpieczeństwo i zagrożenie dla innych dzieci i dla Waszego potomka. Bo kiedyś ktoś nie wytrzyma i mu w świecie odda, zrobi krzywdę, doprowadzi do łez. Bo kiedyś sam zrobi sobie krzywdę gdy inni rodzice zajęci własnymi pociechami i zmęczeni wybrykami waszego potomka, nie zwrócą na niego uwagi.

(Visited 58 times, 1 visits today)

Polecam