Dzień dobry czy pocałuj mnie w tyłek?

Dzień dobry czy pocałuj mnie w tyłek?

19 maja 2014 14 przez Anna

images– A co Pani robi, że synek tak ładnie mówi dzień dobry?
– Nic. Sam z siebie mówi.
– A inne dzieci, to przejdą i ani me ani bee. Kiedyś to było inaczej. A on to nawet jak pani za rogiem jest, a mnie widzi to się wita. Niektóre matki to wcale dzieciom nie wpajaj, że trzeba sąsiada przywitać.

      Ja też nie wpajam, tzn teraz nie wpajam i w sumie kiedyś tez tego nie robiłam jakoś szczególnie uporczywie. Jak Kacper był mniejszy, to po prostu idąc z nim witałam sąsiadów i tak za każdym razem. A pewnego dnia sam zaczął się z nimi witać. Wyszło to zupełnie naturalnie i bardzo się z tego cieszę. Nie musiałam stać i tłuc młodemu do głowy, że oto tej, tej i tamtej sąsiadce trzeba powiedzieć „dzień dobry”, po prostu sam na to wpadł. Jednak żeby nie było różowo, kilka razy specjalnie przeszedł koło któregoś sąsiada jak ostatni mruk. Ot taka fanaberia. Zapytany czemu tak zrobił, stwierdził że się bał, choć wiem, że to nie prawda. Co najwyżej się wstydził. Dwa dni później znowu normalnie witał się z sąsiadami. Jako matka mam nadzieję, że będzie tą odrobiną kultury, wykazywał się zawsze. Oczywiście życie lubi być przewrotne.
Znam wiele sytuacji w których obecne dzieci kompletnie nie witają się nawet z najbliższą rodziną. Idzie sobie taki 10 latek, z naprzeciwka nadchodzi jego ciocia mieszkająca koło niego, a ten odwraca głowę. Nie, nie nadepnęła mu na odcisk dzień wcześniej, choć nawet jeśli by tak było, te dwa słowa nie zabiłyby go. Chłopak po prostu sobie przeszedł udając, że cioci nie ma. Dla mnie jest to nie do pomyślenia, ale nie można się dziwić temu zachowaniu jeśli rodzice postępują tak samo. Syn znajomych? Duży chłopak, wszak licealista… Mijam go w drodze do pracy, a on wbija wzrok w chodnik i ani cześć ani pocałuj mnie w dupę. Udaje, że mnie nie widzi. Jego rodzice gdy widzimy się gdzieś na mieście zawsze się ze mną witają i zamieniają grzecznościowe, „Co tam słychać”. Przy okazji rozwodzą się nad tym, jaki to ten ich najstarszy syn jest wspaniały. Jaki rozgarnięty, pomocny i kulturalny. Nie uświadamiam ich, że z tą kulturą to się trochę mylą, bo najzwyczajniej w świecie byłoby mi głupio coś takiego mówić. Ale ilekroć go mijam to wydaje mi się, że dzieciak ma się za kogoś lepszego niż połowy miejskiej populacji. Cierpliwie słucham pieśni pochwalnych, a w duchu modlę się, aby Kacper taki ” idealny” nie był.

„Jak Pani to robi?”. Samo się robi, wiele zależy od dziecka i od rodziców. Można być mrukiem i wymagać od swojej pociechy kulturalnych zachowań, których nie będzie widziało u swoich rodziców, a co za tym idzie nie będzie ich powielało. Można być też rodzicem dziecka, które uzna że rodzic wita się więc i ono będzie. A można być tez osobnikiem, któremu wpojono wszystko, a on i tak zechce zrobić co chce. U nastolatków to teoretycznie chwilowe, choć ja nie przypominałam sobie takiego etapu w swoim życiu. Tak na prawdę nie wiemy na jaki egzemplarz trafimy.

(Visited 77 times, 1 visits today)

Polecam