Tylko z jednej reformy edukacyjnej cieszyłam się ogromnie. Odkąd pamiętam uważałam, że jako 6 latka straciłam rok uczęszczając do zerówki i ucząc się w niej tego, czego uczyłam się później w pierwszej klasie. W efekcie dwa lata spędziłam na bezsensownym przyswajaniu wiedzy już przyswojonej. A potem weszła ustawa, która wysłała 6 latki do szkoły. Rocznik młodego, jako pierwszy był tym rocznikiem, który obowiązkowo zaczął edukację w wieku sześciu lat. Mnie to pasowało, nie myślałam o odraczaniu i na tą chwilę jestem zadowolona. Widząc jednak niezadowolenie niektórych stwierdziłam, że dla świętego spokoju powinien posyłać dziecko do szkoły ten kto chce, ale nie sądziłam, że Państwo się ugnie, skoro reforma dopiero zaczęła działać.

language-school-834138_1920 (1)

Koniec z gimnazjami, koniec z obowiązkiem szkolnym od szóstego roku życia.

 

    Gimnazja od początku były bezsensowne, do tego ten nic niewnoszący test kompetencji na koniec 6 klasy. Zupełnie nie wiem po co, skoro i tak dzieciaka to rejonowe gimnazjum przyjąć musi. Strata kasy na papier do tych testów i tyle. No ale dobrze, na reformę poszło tyle pieniędzy, że głowa mała i to nie tylko tych rządowych ( naszych), ale też naszych osobistych, bo książki trzeba było dodrukować nowe. A potem, co roku nauczyciele przebierali w wydawnictwach tak, że odkupienie podręczników od starszych klas i sprzedaż własnych młodszym, graniczyło z cudem. Pewnie dlatego książki, które zapewnione są teraz w szkołach przyjęłam za coś w rodzaju wybawienia kieszeni rodzicielskich od wydatków. Tylko, co z tymi wszystkimi książkami skoro gimnazja mają zostać zlikwidowane, a nauczanie początkowe teoretycznie ma objąć klasy 1-4. Znowu wszystko trzeba będzie zmieniać, żeby dostosować program nauczania początkowego do 4 klas? Państwo nie ma pieniędzy na tyle potrzebnych rzeczy, a lekką ręką wyda na kolejne reformy edukacyjne, które trzeba będzie łatać przez lata, bo pierwsza wersja zawsze będzie za mało doskonała. Poza tym, tu reforma obejmie trzy poziomy nauczania redukując je do dwóch. Nie wiem czy system 8 klasowy był dobry, bo nim nie podążałam. Na pewno dzieci mogły bardziej zżyć się z własną klasą, ale ja pamiętam, że zmiana szkoły nie była dla mnie żadną traumą. Czy jest sens grzebać w tym teraz, kiedy gimnazja funkcjonują już kilkanaście lat? Choć może pieniądze zaoszczędzone na testy końcowe w podstawówce i gimnazjum mają pokryć część kosztów związanych z potencjalnymi zmianami? No nie wiem… Jakoś mnie to teraz nie przekonuje. Domyślam się, że obecny rząd nie chciałby wypaść gorzej i zainwestowałby w kolejne podręczniki, aby ulżyć zwykłemu Kowalskiemu, ale czy są na to akurat teraz pieniądze i najważniejsze. Czy ktoś w ogóle wierzy, że te zmiany przyniosą korzyść dzieciom, a potem i dorosłym ludziom, którzy będą wybierali swoją życiową ścieżkę?

      A co z sześciolatkami? Mam wrażenie, że to, co się z nimi wyprawia to jakaś kpina w tym momencie, bo jest wielu rodziców, którzy nie chcieli posłać swoich sześciolatków do szkoły, a jednak to zrobili. A teraz dzieci z rocznika młodszego znowu miałyby prawo wyboru? To trochę niesprawiedliwe. Piszę trochę, bo w tym momencie sama nie czuję żalu, ale lekki oburzenie. Nawet trochę się boje, bo co jeśli za 4 lata rząd się zmieni? Czeka nas kolejna reforma edukacyjna i tak bez końca?

Kiedyś gimnazja były inne.

    Rodzice są zbulwersowani, gdy widzą nastolatkę z gimnazjum w pełnym makijażu, podążającą do szkoły. Bo gdyby nie to gimnazjum to dzieciakom nie przewracałoby się w głowach. A prawda jest taka, że to nie przez szkołę przewraca się dzieciakom w głowach a przez filmy, które oglądają, przez strony internetowe, na które wchodzą. Podejrzewam, że minęła dobra passa miesięczników takich jak Bravo, Popcorn, Twist i innych tego typu. Te gazety kiedyś były moim internetem i to w nich znalazłam pierwszą próbkę pomadki, tuszu do rzęs i innych kosmetyków, których mama nie pozwalała mi używać w szóstej klasie podstawówki mimo tego, że koleżanki malowały już rzęsy i paznokcie na jasne kolory. To było ponad 10 lat temu i dziewczyny już się malowały, więc to nie jest wymysł z ostatnich dwóch czy trzech lat. Podobnie było w gimnazjum, gdzie status szkoły zaznaczał, że:

-młodzież męska i żeńska może posiadać po jednym kolczyku w każdym uchu,

-dziewczyny mogą przychodzić w lekkim makijażu do szkoły. ( Ale jak robiłam ciemne kreski nad oczami w 3 klasie to nikt nawet na mnie uwagi nie zwrócił)

-dziewczyny mogą farbować włosy, ale nie na krzykliwe kolory

     Kolejną rzeczą są pieniądze. Skąd taka nastolatka weźmie potrzebną sumę? A no z kieszeni rodzica, bo szkoła na pewno pudru czy podkładu nie zafunduje. A skoro tak, to nawet ta likwidacja gimnazjum nie zmieni faktu, że młode dziewczyny, które zaczytują się w pudelkach i innych kozaczkach, będą chciały nadal wyglądać jak ich idolki z pierwszych stron internetowych serwisów plotkarskich.

A wy chodziliście do gimnazjów, czy wychowaliście się na 8 klasowej podstawówce?