Mój 6 latek w szkole nie da rady.

Mój 6 latek w szkole nie da rady.

6 czerwca 2013 42 przez Anna

        Zamierzałam ominąć ten temat, jako jedna z tych matek, która ma zupełnie inne zdanie niż wszystkie inne, stwierdziłam, że nie będę wychodzić przed orkiestrę i swoje myśli zachowam dla siebie. Jako ta kobieta, która zawsze płynie pod prąd i jako ta matka, która usilnie wierzy, że jej dziecko będzie gotowe na każdą przeciwność, którą postawi przed nim życie w tym i sławną reformę edukacyjną, jakoś przemilczeć tego dłużej nie umiałam. Może zacznę od tego, że zdaję sobie sprawę ze słabego przygotowania Polskich szkół na przyjęcie dzieci 6 letnich do pierwszej klasy, ale zupełnie pominę ten fakt i zajmę się tym, co rodzice demonizują najbardziej.

Dawno, dawno temu…

        Paręnaście lat temu, mała pyzata dziewczynka poszła do zerówki, która to miała siedzibę w prawdziwej szkole. Mieliśmy zajęcia od 8:00 do 12:00 w trakcie, których uczyliśmy się pisać, czytać, rysować, śpiewać, liczyć. Mieliśmy  przerwę 30 minutowa na II śniadanie, a zabawkami można było bawić się do godziny 8:30. Potem odbywały się normalne zajęcia. Tak było 17 lat temu. Efekt był taki, że idąc do I klasy praktycznie nie mieliśmy co robić, bo materiał się powtarzał. Oczywiście w ciągu tych kilku lat zawartość książek zapewne się zmieniła, ale teraz przeciętny 5 latek potrafi liczyć do co najmniej 10, zna większość o ile nie wszystkie literki i głoski, potrafi przeczytać proste wyrazy. I teraz moje pytanie. Jakim cudem dzieci w obecnych czasach, posiadające tablety, laptopy, komórki, gry PlayStation, Xboxy i inne konsole, mają sobie nie poradzić? Przecież te laptopy, komputery i inne cuda wianki opierają się na znajomości liczb i liter. Obecna dzieciarnia ( nie licząc jednostek potocznie zwanymi wyjątkami od reguły) w jednym palcu ma obsługę komputera, telewizora, czy rodzicielskiej komórki i nie mówię tu tylko o 6 latkach, bo obsługiwać te urządzenia potrafią już 2  i 3 latki ( nie chodzi mi o profesjonalne użytkowanie). Szereg programów edukacyjnych, zabawek, które nabywamy, gier specjalistycznych i książek sprawia, że nasze dzieci wiedzę chłoną praktycznie jak gąbka więc jak te dzieci potrafiące obsłużyć komputer nie nauczą się literek? Żadnym wytłumaczeniem nie jest dla mnie twierdzenie, że dziecko w wieku 6 lat będzie się bardziej stresowało niż to w wieku 7 lat. Nikt nie ma gwarancji, że jeżeli odczekałoby się ten rok, to dziecko z uśmiechem na twarzy i z pieśnią pochwalną na ustach przywitałoby nowe obowiązki szkolne.  Mam wrażenie, że to wszystko jest demonizowane i przeraża mnie to ogromnie. Przeraża mnie też lament, że dzieciom odbiera się dzieciństwo. No ja nie mogę szkoła to nie decyzja o posiadaniu rodziny, to tylko jeden z naturalnych obowiązków naszego potomka. Dodam, że dziecko które poszło do przedszkola, również ma zajęcia, owszem większość czasu spędza na zabawie, ale jednak musi się dostosować, poddać władaniu nauczyciela. Więc niejako przedszkolaki też zostają pozbawione dzieciństwa? Nie uważam tak.

Moje dziecko jest tak biedne, że do szkoły powinno iść jak 10 latek.

      Obecnie o gotowości szkolnej decydują rodzice i pedagodzy w przedszkolu. Ta gotowość szkolna jest brana pod uwagę tylko w przypadku 6 latków, a co jeśli taki 7 latek nie będzie gotowy? No właśnie… Nic. Zupełnie nic, on obowiązek szkolny ma, jest gotowy i może stracić dzieciństwo. Wiecie co? Brzydko napiszę, szlag mnie trafia jak słyszę po raz wtóry “strata dzieciństwa”. Dzieciństwo traci się wtedy kiedy dziecko dorasta w patologii, dzień w dzień ogląda rozpitego ojca czy matkę, lub dzień w dzień słyszy obelgi i przekleństwa. To wtedy traci się dzieciństwo, nie wtedy gdy obarczani zostajemy obowiązkami. Bardziej pokrzywdzone i biedne będzie to dziecko nie kochane, bite i poniżane niż to które pójdzie do szkoły. Na początku może się pojawić bunt i strach, ale to przecież jest naturalne. Jak pamiętacie mój syn przez prawie miesiąc robił cyrk idąc do przedszkola, a teraz? Teraz prawie biegnie do swoich kolegów i koleżanek bo tam jest fajnie. I ja też tak biegłam, mimo tego obowiązku, zadań i nauki, ja szłam do szkoły z myślą, że na przerwach pobawię się z koleżankami, porozmawiamy sobie i powygłupiamy się. A i jeszcze jedno, nie będę daleko szukać. Po mojej komunii pojechałam z rodzicami na urlop do Słowacji. Spotkałam tam dziewczynkę, która mimo tego samego roku urodzenia chodziła do klasy wyżej.  Jednak da się, nikt tam nie pluje sobie z tego powodu w brodę, wiele krajów wyznaj podobną reformę edukacyjną i żyją. Ja wiem, że Polska wiecznie nie przygotowana, ale drodzy rodzice nasz kraj nigdy nie był na nic gotowy, ciągle szkolnictwo się reformuje, dochodzą nowe egzaminy, zmieniają się przedmioty obowiązkowe, które są zdawane i tak cały czas. System w Polsce nigdy nie działał i pewnie działał nie będzie, ale błagam nie umniejszajcie swoim dzieciom twierdząc, że sobie nie poradzą. I ok wiem, że są różne dzieci, ale już teraz widzę, że większość rodziców popada po prostu w panikę i przesadza, powiedziałabym nawet że specjalnie zaniża poziom umiejętności swoich maluchów. Albo co jeszcze bardziej mnie śmieszy, a może nawet dołuje, coraz częściej spotykam się z tym, że rodzice oczekują od szkoły tego że wszystkiego nauczy dzieci.  Żyjemy w pędzie, ale bez przesady, masz dziecko to się nim zajmij, poświęć mu czas, wytłumacz to czego nie rozumie i nie miej pretensji, że w przedszkolu dziecka nie nauczyli, bo szkoła w naszej Rzeczypospolitej była jedynie przedsionkiem, to rodzic musi nauczyć własne dziecko jak się uczyć i dać mu podwaliny wiedzy, szkoła tego za nas nie robiła nigdy i nie zrobi. Może i dawniej dzieci uczyły się ważniejszych spraw w pierwszych klasach niż obecnie, ale dawniej też na palcach jednej ręki można było zliczyć 6  latki, które szły do zerówki i nie potrafiły składać liter, czy liczyć. Tą wiedzę maluchy w brew pozorom nie czerpały ze szkoły, a od dziadków i rodziców, którzy mieli dla nich czas, nawet jeśli chodzili do pracy, a potem mieli hektary do obrobienia…

Kajam się pokornie, a może jednak nie.

       Nie napisałam tego, żeby potępić osoby, które wybierają inną drogę niż tą, która chcę podążać ja kierując własnym dzieckiem. Piszę to tylko i wyłącznie po to, żeby zwrócić uwagę na to, że zaczęła się fala niedoceniania i umniejszania własnym dzieciom i to tylko po to aby poprzeć swój wybór i lęki. A w niektórych skrajnych przypadkach nawet zaniedbania w stosunku do własnego potomstwa. Jeśli coś wybieracie ( z myślą o dziecku lub dla tego, że tak chcecie) to miejcie odwagę powiedzieć to z podniesioną głową, nie idźcie ślepo za innymi krzycząc chórem, że wasze dziecko nie da rady… To jest przykre. Wasze dziecko, nie musi być geniuszem, ale z waszym wsparciem będzie mu łatwiej i na pewno da sobie radę.

Inspirację do tekstu zaczerpnęłam od 2 ciekawych kobiet, które szły wczoraj przede mną i zawzięcie prześcigały się w tym, które z ich dzieci jest mniej gotowe na szkołę. A tym samym, które jest głupsze i mniej zaradne. A także od Zwyczajnej Mamy i Angeliny.
 

A ten wywód napisałam ja, Najgorsza Matka Rzeczypospolitej, która posłałaby swoje dziecko do 1 klasy w wieku 6 lat, nawet gdyby obowiązku takiego nie było.