Pewne pytania spadają na mnie jak grom z jasnego nieba i mam wrażenie, że słuchając ich przywdziewam minę zdziwionego osła. Owa mina, jest na tyle charakterystyczna, że rozmówca sam zaczyna podawać argumenty dotyczące jego pytania, aby choć w drobnym stopniu przybliżyć mi temat. Wtedy zaczynam myśleć o sobie, w kategoriach zła matka, bo ja nie widząc problemu, podejmowałam decyzję i ją egzekwowałam, bez zbędnego wnikania czy komuś się to podoba czy może nie.

– A pani syn chodził na wakacjach do przedszkola?

– Tak, cały miesiąc chodził drugi miał wolne.

– I zgodził się? Bo ja mojego pytałam i powiedział, że nie chce.

– O_o nie pytałam go o zdanie.

Jak słowo daję czasem mi ręce opadają, gdy widzę zdziwione miny rodziców, którzy prawie z podziwem patrzą na moje dziecko, że się godzi na to co mu szalona matka zgotowała. Przedszkole na wakacjach? Tragedia… Szczególnie wtedy kiedy pogoda jest cudowna i do wyboru miałby mordowanie babci i cioci, lub beztroską zabawę z kolegami na świetnym przedszkolnym placu zabaw. Albo jeszcze lepiej, gdy przedszkole organizowało wyjścia do sal zabaw. Tragedia, prawie jak tortury i jeszcze to moje biedne dziecko na te tortury sie godziło.

Nie zgadzał się, bo się go o zdanie nie pytałam. Nie konsultuję z synem wielu kwestii np. nie pytam go czy chce ubrać kurtkę gdy mróz na dworze szczypie w nos i nie zastanawiam się czy mu się spodoba wizyta u lekarza, bo w tej kwestii odpowiedź znam. Jasne, że będzie na NIE i tak samo oczywiste jest, że na wizytę się stawi, bo w pewnych kwestiach nie ma wyboru. Za jego zycie, bezpieczeństwo i zdrowie, na tą chwilę, ja jestem odpowiedzialna.

– A to nie buntował się? Mój płakał przez tydzień, to odpuściłam. Wzięłam 2 tygodnie urlopu, potem mąż też 2 , no i kolejne 2 teściowa i jakoś się jeszcze sąsiadkę zaangażowało. Ale wie pani, wakacji to ja nie mam.

– Buntował się ale na samym początku przedszkola. 2 tygodnie z nim walczyłam w jednej ręce niosąc jego 20 kg, a w drugiej rowerek, którym chciałam mu umilić drogę do przedszkola. Potem mu przeszło, a na wakacjach nieraz narzekał, ale co z tego? Mnie się tez nieraz do pracy nie chce iść.

– I co? Nie było go pani żal?

– Żal? Żal mi było, że za stara jestem i nikt mnie do zabaw przedszkolnych nie weźmie.

– A bo ten pani syn jest grzeczny i tylko pomarudzi. Mój by tupnął nogą i co miałabym zrobić?

Mój syn tupie nogą praktycznie codziennie rano przed wyjściem. To tupanie przejadło mi się do tego stopnia, że przestałam na nie zwracać uwagę. Po prostu ubieram się, wkładam klucz w drzwi i w tym momencie tupanie ustępuję ekspresowemu ubieraniu butów. Żarty się kończą, czas na działania może i nie miłe, ale zawsze konieczne. Gdybym przejmowała się jego niezadowoleniem w tej kwestii, to musiałabym zrezygnować z pracy, bo chyba tylko to by go uszczęśliwiło. A i tak nie wiadomo na jak długo.

W wielu sprawach nie interesuje mnie zdanie mojego dziecka, bo i tak nie wpłynie ono na moją decyzję. Niechęć do szpitala, nie zmieni w cudowny sposób terminu wizyty. Marzenie o porannym lenistwie nie sprawi, że od tak, zostanę w domu. Posunę się nawet dalej, wyboru podstawówki również z nim nie konsultuje, aczkolwiek obydwoje znamy jego typ i nie pokrywa się on z naszym. Pech.

Są kwestie, których nie konsultuję z dzieckiem, nie dlatego, że go lekceważę i jestem wyrodna. Choć może i jestem wyrodna, kto mnie tam wie. Po prostu uważam, że ważne dla rodziny decyzje, powinni podejmować dorośli rodzice, a dziecko ma tą niechlubną rolę, że powinno się dostosować. Przedszkole na wakacjach? Jestem na tak, bo choć rano On jest na nie, to popołudniu widząc jego zadowolenie, zawsze wiedziałam, że decyzja był słuszna.

– I co? Zapiszesz go tam gdzie chce?

– Nie. Podstawówkę wybieramy mu my i nie pójdzie tam gdzie większość dzieci z jego przedszkola . Podejmujemy tą decyzję z pełną odpowiedzialnością i świadomością, że dalsze placówki będzie wybierał już sam Kacper. Bo dopiero mając te naście lat i będąc praktycznie samodzielny, będzie mógł świadomie wybrać coś co mu odpowiada. A i ja nie będę go musiała prowadzić za rączkę, jak zechce wybrać gimnazjum na drugim końcu miasta.

– No tak… Ja mojego zapiszę, choć mi nie po drodze. Muszę nadkładać drogi, ale powiedział że do innej nie pójdzie. Wyboru większego nie mam i muszę go tam wysłać.

Serio przedszkolaki są na tyle dorosłe, aby mogły sterować rodzicami i własną edukacją? Coś mi się chyba pomieszało, albo może komuś? To ja mam nadkładać drogi, aby dziecko poszło tam gdzie mu się zjeżdżalnia czy huśtawka spodobała? Ja rozumiem, że mają wpływ na wybór zabawek, nawet na kolor koszulki, ale żeby tak w każdej kwestii robić to, co dziecko chce? Nawet swoim kosztem, czasu dla rodziny czy też nie bacząc na nadszarpnięty budżet? Gdzie tu zdrowy rozsądek, dorosłego człowieka?

(Visited 27 times, 1 visits today)