Kiedyś, gdy uczeń nie przechodził z klasy do klasy, oznaczało to wstyd i obligację do działania w kolejnym roku szkolnym, a teraz spora część rodziców obecnych sześciolatków  sugeruje, aby nieprzepuszczać ich do następnej klasy i dać tym samym rok na uzyskanie większej dojrzałości. Czy ma to jakikolwiek sens? Według mnie nie, a według innych owszem. Widzą w tym ratunek i coraz śmielej mówią o tym, że chcą aby ich dziecko zostało w pierwszej klasie.

Nie mam problemu z nauką Kacpra. Przynajmniej nie w tej chwili i cieszę się z tego ogromnie. Młody złapał bakcyla i chce mu się uczyć. Ma motywację w postaci treningów piłki nożnej, które uwielbia i wie, że będzie na nie chodził tylko wtedy jeśli wypełni swoje obowiązki. Choć to pierwsza klasa, to jestem zadowolona, bo już nie muszę nad nim siedzieć dyktując co po kolei ma robić. A tak było jeszcze rok temu, gdy odrabialiśmy zadania domowe w zerówce. Tak, bo wtedy zadania robiliśmy we dwoje, teraz robi je praktycznie sam. Dlatego jest mi łatwiej i może przez to w głowie mi się nie mieści, że ktoś na siłę chce zostawić dziecko na drugi rok.

color-866053_1920

Czy coś to zmieni?

    Jeśli dzieciak zostanie w tej samej klasie na drugi rok, to teoretycznie będzie mu łatwiej i w przyszłym roku zostanie prymusem, ale to nic pewnego. Poza tym w drugiej klasie będzie nowy materiał, który trzeba będzie opanować, co jeśli dziecko wtedy znowu nie da rady? Rodzice zaapelują aby zostało na kolejny rok? Na szczęście, to nie moje dzieci i nie mój problem.  Może gdybym była w innej sytuacji mówiłabym teraz z tymi matkami jednym głosem. Nie jestem i trochę irytuje mnie zamiatanie problemu pod dywan, a tak to wygląda w przypadku rodziców, którzy uważają, że jak dziecko zostanie o rok dłużej w pierwszej klasie, to magicznie pokocha czytanie, liczenie i szkołę w ogóle. Nie pokocha dopóki nie zacznie mu to sprawiać przyjemności, a nie zacznie dopóki nie będzie widziało efektów swojej nauki, a na nie z kolei potrzeba czasu i nieraz łez. Nie każde dziecko z prędkością światła zrozumie nowe zagadnienie i nauka w początkowej fazie wcale nie musi być dla wszystkich przyjemna. Miłoby było gdyby rodzice zdawali sobie z tego sprawę , a nie biadolili, że ich dzieci nie odrabiają zadań, bo nie lubią, bo się złoszczą. Jak świat światem, jeszcze bez wysiłku nikt do niczego nie doszedł.

Poświęć czas i pracuj.

      Doskonale zdaję sobie sprawę, że czas tp coś czego brakuje każdemu dorosłemu, ale jeśli ten dorosły widzi problem u swojego dziecka, to nie ma innej rady jak w cudowny sposób ten czas znaleźć. Usiąść z dzieckiem mimo dnia pełnego emocji w pracy i odrobić z nim ( nie za niego) zadanie. Poświęcić choćby 15 minut dziennie na czytanie, a idąc do szkoły wprowadzić zabawę polegającą na literowaniu i wymyślaniu wyrazów na konkretną głoskę. Przemierzając drogę do przedszkola właśnie w ten sposób umilaliśmy sobie czas. Była to świetna zabawa i podobała się młodemu do tego stopnia, że wspomina o niej do dziś i domaga się jej na spacerach. A gdy dajesz z siebie wszystko i masz wrażenie, że dziecko nie rozumie, to nie podkopuj jego poczucia własnej wartości, nie rezygnuj tylko walcz i szukaj innych metod, które pomogą Twojemu dziecku.