Bliscy, którzy odeszli.

Bliscy, którzy odeszli.

29 października 2017 4 przez Anna

Pierwszy raz ze śmiercią spotkałam się gdy miałam 5 lat. Umarła wtedy moja prababcia, której nie do końca rozumiałam z racji wieku i choroby, jednak szczerze lubiłam. Śmierć tej miłej staruszki nie zrobiła na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia, chyba nie do końca zdawałam sobie sprawę, z tego co to oznacza i gdy patrzyłam sobie na śpiącą w trumnie babcię, to przyjmowałam ten fakt za zupełnie naturalny. Dopiero gdy wieko trumny się zamknęło, poczułam żal i smutek. Wieść głosi, że na cmentarzu tak płakałam, że nie można mnie było uspokoić. Ja jednak pamiętam pogrzeb jedynie do momentu w którym mój tata pokazywał mi prababcię, a ja nie bojąc się niczego patrzyłam na nią i tyle.

Ludzie przychodzą i odchodzą.

Kolejne osoby, które odchodziły nie wpływały na mnie jakoś szczególnie. Wprawiały mnie w lekką melancholię i zadumę, jednak jedynie ci najbliżsi sprawiali, że zastanawiałam się jakim cudem świat nadal istnieje, a ludzie normalnie chodzą do pracy. Najdziwniejsze chyba po stracie bliskich osób jest to, że sąsiedzi, koledzy, znajomi nadal mają swoje sprawy, chodzą do pracy, do szkoły, robią zakupy i zastanawiają się, czy zdążą na pociąg, a my wpadamy w jakąś czarną rozpacz, która wydaje się nie mieć końca. Drażni nas każdy uśmiech obcych ludzi, każda kolorowa rzecz, pytania o zwykłe przyziemne rzeczy. To wszystko jest niczym w porównaniu do tego, co siedzi w naszej duszy.

Jest życie po życiu.

Nigdy nie potrafiłam zrozumieć tego, że gdy czyjeś życie się kończy innych nadal płynie. Podczas gdy ja byłam końcowym rozdziałem w księdze życia bliskich, ten zmarły był dla mnie początkiem. Zadziwiające jak to wszystko się łączy, zazębia i na końcu zupełnie się rozdziela tworząc podobne, ale zupełnie różne historie. Żegnamy zmarłych bez, których nie wyrażamy sobie życia, choć mimo wszystko to życie toczymy dalej starając się pamiętać i nie zapominać. Czuję żal, że nie poznałam tylu wspaniałych ludzi, którzy umarli jeszcze zanim byłam w stanie ich zapamiętać. Czuję też żal, że w podobnej sytuacji jest moje dziecko, które nie poznało jednej prababci i dziadka. Jednocześnie jestem wdzięczna, że w jego życiu pojawiła się aż trójka pradziadków, których ma okazję zapamiętać i których bardzo lubi, choć o jednym może już tylko pamiętać i zapalić znicz na jego grobie.

Wszystkich Świętych.

Coraz częściej zastanawiam się jak machinalnie podchodziłam do tego święta, skupiając się jedynie na kwiatach i zniczach. Tak jakby to one były kwintesencją całego zamieszania. Okazała wiązanka, pięknie opakowana świeczka paląca się wraz z innymi. Cudowny blask w ciemną i zimną noc. I tylko ta myśl, że ten blask coraz częściej świeci tym, których znałam i kochałam. Takie to dziwne, że kiedyś po prostu spędzaliśmy razem czas, wygłupialiśmy się i zaśmiewaliśmy się do łez, a teraz kolejny już raz mogę tylko zapalić znicz na grobie, w skupieniu się pomodlić i pamiętać, bo tylko wspomnienia pozostały.