chłopaki nie płaczą

       “Chłopaki nie płaczą” śpiewał kiedyś zespół T.Love. Tytuł przyjął się do tego stopnia, że mimo iż piosenka jest trochę zapomniana, to slogan ten ciągle żyje, szczególnie w obrębie boisk szkolnych i placów zabaw. Nie uważam, żeby łzy były mało męskie. Pewnie mam coś z rodzica pro genderowskiego, bo nawet mali chłopcy z wózkami dla lalek wydają mi się normalnym zjawiskiem. Tym bardziej, że w dorosłym życiu spacer z wózkiem nie należy do zadań wyłącznie kobiecych.

chłopaki nie płaczą

    Idę z Kacprem. Obok mijamy plac zabaw, młode oczywiście chce wejść, więc grzecznie siadam na ławce i czekam. W pewnej chwili dostrzegam tatę z dwójką dzieci. Chłopiec może być rok lub dwa lata młodszy od Kacpra, dziewczynka wygląda na 3 latkę. Ale po wyglądzie to wiadomo, ciężko określić wiek. Chłopiec biegnie w kierunku zjeżdżalni, nagle przewraca się. Na jego twarzy maluje się wyraz bólu i strachu, spogląda w kierunku ojca, który uśmiecha się dodając mu otuchy i mówi:

– Chłopaki nie płaczą.

Przecieram oczy ze zdumienia, nawet mam nadzieję, że się przesłyszałam. Co prawda nie jestem z tych rodziców co to biegną do dziecka i głaszczą je przy każdym potknięciu, ale gdy widzę, że nie jest najlepiej, to nie mam serca powtarzać, tego wyświechtanego nic się nie stało, czy też używać tego znienawidzonego zdania, które postanowił użyć pan tata. Na placu pozostajemy jeszcze chwilkę, po czym zarządzam powrót do domu. W tym czasie młode spada z huśtawki, dość niefortunnie, bo palec zawinął mu się w łańcuch. Trochę boli, ma łzy w oczach, ale nie płacze. No przecież… Jak tamten był twardy, to i on musi, ale korzysta z propozycji i przybiega aby się przytulić. Chwilę później siostra dzielnego chłopca ześlizguje się z karuzeli i zaczyna płakać. Tata podchodzi do niej, sadza na stopniu i masując kolano stwierdza:

– Lola, chłopaki nie płaczą!

Wtedy wtrąca się brat Loli, upominając tatę, że przecież jego siostra jest dziewczynką. Mężczyzna zbity z tropu pociesza córkę, nie komentując odkrycia swego syna. Współczuję dziewczynce, ale z trudem powstrzymuję rozbawienie całą sytuacją.

      Przyzwyczajenie, to chyba coś co zabija w nas dostrzeganie różnicy w podobnych wydarzeniach.  Choć za każdym razem, gdy słyszę słowa, chłopaki nie płaczą, z ust ojców i matek, mam ochotę wstać i powiedzieć, że przecież każdy może i powinien czasem popłakać, tak w tym przypadku te słowa nabrały dla mnie zupełnie innego wymiaru. Tak się po prostu mówi, można by rzec. Może rodzice uważają to za pocieszenie? Takie coś w rodzaju, znienawidzonego przeze mnie, nic się nie stało. Bo jak boli to przecież coś się stać musiało. Tylko to takie przykre, bo pewnymi zdaniami dajemy dzieciom sygnał, że nie chłopcom nie wypada okazywać słabości, a dziewczynki. Cóż dziewczynki to z natury mazgaje, więc im nic nie pomoże.

Tylko czy tego typu stwierdzeniami, nie zabijamy w chłopcach wrażliwości, o której brak, kobiety często mają pretensję do swoich mężczyzn? Przecież czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci.