Czy to zjawa jest, czy sen?

Czy to zjawa jest, czy sen?

4 lutego 2014 46 przez Anna

     Wierzycie w duchy? Ja teoretycznie nie wierzę, w praktyce pewnie wierzę, ale logika nakazuje mi tor myślenia zmierzający ku złudzeniom optycznym, przemęczeniu, snom. Kto mnie tylko zapyta dostanie odpowiedź, nie nie wierzę w duchy. No bo ja nie wierzę, nie widuje ich na co dzień, nie przybijam sobie z nimi piątki, nie mijam ich w drodze do pracy, nie widzą mi w górnym rogu pokoju gdy otwieram oczy, nie rozmawiam z nimi, nie piję porannej herbatki pytając jak mu minęła noc, nie myślę o nich i w ogóle jestem na nie.

 stylowi_pl_ogrod_11532116

       Pamiętam wiele opowieści mojej mamy dotyczących zjaw/ duchów i temu podobnych. Sytuacji których doświadczyli jej bliscy i nawet ona sama. Pamiętam też gdy z moją dobrą koleżanką rozmawialiśmy na ten temat i ku mojemu zdziwieniu stwierdziła ona, że sama w rodzinie ma dziwny przypadek, fotografia z jakiejś uroczystości, a na nim kobieta w sukience ale odwrócona tyłem. Z zapartym tchem słuchałam jak mówiła, że organizatorzy imprezy starali się wypytać gości, kto to mógł być, ale nie tylko nikt jej nie znał co nawet nie widział. Pamiętam historię rodzinną o dziurze w suficie, która wypadła po śmierci dziadzia mojej mamy. Była okrągła jakby zrobiona od kieliszka. Wszystkie próby zaklejenia kończyły się jednym, tynk mimo wszystko odpadał, a dziura nie zmieniała swojego kształtu. Dopiero po kilkunastu latach gdy zmarła babcia mojej mamy udało się ją załatać i już nigdy tynk nie odpadł. Pamiętam opowieści mojej babci, że po urodzeniu pierwszego dziecka  w szpitalu odwiedził ją jakiś mężczyzna, pokiwał głową i bez słowa odszedł. Po powrocie o domu gdy robili z dziadziem porządki w starych dokumentach, babcia odnalazła kilka starych zdjęć, taty mojego dziadzia, który zmarł gdy ten był mały. Oniemiała, bo to był ten sam mężczyzna którego widziała w szpitalu, a przecież nie miała szansy go znać. Zdjęć wcześniej również nie widziała.

         Gdy słyszę takie opowieści to przytakuję, dostaje gęsiej skórki i wmawiam sobie, że nie wierzę. Bo jak przyjmuje do świadomości, że coś takiego mogło się dziać to robi mi się słabo. Po prostu się boje, a że ja strachliwa jestem, to ten strach ogarnia mnie od stóp do głów z szybkością światła i nagle wszędzie widzę potwory. Coś na wzór pięciolatka bojącego się ciemności i straszącego samego siebie potworami, wilkami i śmiercionośnymi biedronkami, czarną dziura zielonym ET i wieloma innymi rzeczami. Na co dzień żyje sobie spokojnie, nie zastanawiając się nad tym czy ktoś obok mnie jest czy też nie, w sumie wolę żeby nie było, bo po co się stresować że ktoś podgląda? Raz miałam dziwne zdarzenie po którym obudziłam się zlana potem, było tak realistyczne, że musiałam się uszczypnąć, aby potwierdzić, że to w istocie był tylko sen. Wisiałam sobie w rogu sali szpitalnej z jakaś tam duszyczką, która miałabyć moją babcią ( tzn tak czuła że nią jest), a lekarze uwijali się w okół łózka jakiejś pacjentki, próbowali ją ratować. Dziwny był ten sen, nie bałam się, no bo czego niby, przecież babcia jest koło mnie a na łóżku jakaś obca kobieta, która umarła. 5:35 usłyszałam i zobaczyłam na taki dużym białym wskazówkowym zegarze z czarnymi cyframi, jak w jakimś filmie nastąpiło zbliżenie efektów specjalnych, byłyśmy coraz bliżej tego łóżka, choć niechybnie nie ruszyłam ani jedną kończyną i zobaczyłam ją… Obok mnie była babcia, a na łóżku leżała również ona, tylko to uczucie które mną zawładnęło, że tak na prawdę to jej tam nie ma, bo prawdziwa babcia jest obok. Nie trudno się domyślić, że jak się obudziłam to odetchnęłam z ulgą. Męczący to był sen, a szczególnie końcówka. Spojrzałam na zegarek, aby sprawdzić która jest godzina. Była 5:40, zbieg okoliczności. W ciągu dnia okazało się, że jednak zbieg okoliczności to nie był. Ta świadomość wywarła na mnie większe wrażenie niż sam sen.

– Mamo, a czemu ten pan w kapeluszu siedzi w salonie na fotelu i jak ten pan wszedł?

Jak się zachować gdy mimochodem widzisz coś, usilnie chcesz wierzyć, że to cień rzucany przez żyrandol, albo nie wiadomo co. No bo w końcu jest półmrok i w sumie to chcesz zignorować to co widzisz zajmując się zabawą z dzieckiem. Jednak to małe szczere stworzenie mające jakieś 2,5 roku oznajmia ci, że widział to samo co ty przed chwilą mimo, że ty nie chwaliłaś się tą nowina wszem i wobec? Nie krzyknęłaś nic w rodzaju ” duch ratunku uciekać”, ” co ten facet robi w moim domu”, ani niczego podobnego. Ogólnie nie mam problemu z wysławianiem się, chyba że się mocno zdenerwuje to mogę zacząć się jąkać, albo pluć. No to tym razem postawiłam na jąkanie, żeby udowodnić dziecku, że w salonie nikogo nie ma, wzięłam go za rękę i zaprowadziłam tam z bijącym sercem, błagając żeby faktycznie nikogo tam nie było. No i nie było. Zaświeciłam światło i triumfalnie uśmiechnęłam się do syna, szybko proponując zmianę miejsca zabawy. No przecież nie pokażę dziecku że jego słowa o panu w kapeluszu, wywarły na nie większe wrażenie, niż sam mężczyzna siedzący sobie spokojnie w fotelu, którego wzięłam za przywidzenie, którym w gruncie rzeczy musiał być.

          Od tamtej pory staram się być ślepa i głucha, po co widzieć zbyt wiele? po co się denerwować? Jednak ostatnio serce podeszło mi do gardła. Na wpół sennie przewracam się na brzuch zerkając w stronę łóżka dziecka, a tam stoi coś. Coś jasnego. Automatycznie szerzej otworzyłam oczy, prawie wrzeszczeć zaczęłam, ale hamowała mnie myśl, że nie mogę obudzić i wystraszyć dziecka. No wystarczy, że ja się śmiertelnie wystraszyłam. Przetarłam oczy, a tam… Biała zjawa zaczęła się poruszać, jak kłoda padła na łóżko i zaczęła smacznie pochrapywać. No tak, młody spadł z łózka. Często się zdarza, że się z niego zsuwa, a potem na śpiąco wspina się na nie i kładzie się z powrotem. Każde takie wydarzenie chciałabym wytłumaczyć w ten sposób, o panu w kapeluszu udało mi się zapomnieć do czasu, aż jakiś rok temu mój syn podczas zabawy na przedpokoju zapytał.

– A mamo pamiętasz tego pana co kiedyś siedział w salonie na fotelu? Wiesz tego w kapeluszu.

I ja się pytam, kto tu kogo lepiej straszy ja dziecko chowając się za ścianą i bucząc, czy mój syn, któremu ni z gruszki ni z pietruszki przypomina się coś czego do dziś wytłumaczyć logicznie nie umiem:-p?

Polecam