Moje dziecko na pewno nie… O wszystko wiedzących, a dzieci nie mających.

Moje dziecko na pewno nie… O wszystko wiedzących, a dzieci nie mających.

31 marca 2014 10 przez Anna

        Człowiek z wiekiem pokornieje, albo raczej wraz ze zmianą statusu życiowego. Jako nastolatka nie raz pilnowałam dzieci, których rodzice przychodzili do nas w odwiedziny. Zajmowałam im czas, czytałam, rozstawiałam po kątach za złe zachowanie i zawsze powtarzałam sobie, że moje dziecko nie będzie rozrabiać, a jeśli będzie to strzelę mu w tyłek serie klapsów i się uspokoi. A jeśli się nie uspokoi, to już ja mu pokarzę. Oczywiście dzieci oddanych mi na chwilowe przechowanie nie biłam, czasem karałam gdy usiłowały mi zdemolować pokój, a rodzice nie kwapili się do ich upomnienia.  Nie mając dzieci myślałam, że wiem o nich więcej niż ich rodzice. Widząc na spacerze dziewczynkę tupiąca przed kioskiem, bo mama nie kupiła jej lizaka pomyślałam, że z tą kobietą coś jest nie tak. Prawie nie zareagowała, powiedziała tylko spokojnie coś do dziecka, wzięła je za rękę i odeszły. Mała oczywiście wyła  wniebogłosy. Wstyd jak nie wiem dziecko wyje, a ona nie zwraca uwagi… No ja to bym jej przylała jak słowo daję, co mi gówniara będzie się stawiać.

4

           Gdy życie pokazuje Ci środkowy palec. Przyszła pora na mnie, w końcu to ja mogłam się wykazać i co? Przy pierwszej nadarzającej się okazji, zaczęłam się śmiać sama z siebie, z tego mojego ja wiem wszystko, a oni nic. Pukam się w głowę za każdym razem, gdy mój syn wywija jakiś numer, choć przyznam, że coś takiego jak tupanie przy kasie nie zdarza nam się często, to jednak miało miejsce. Jakimś cudem nie wytargałam dzieciaka przed sklep i nie złoiłam mu tyłka, tylko w miarę spokojnie doszliśmy do porozumienia, lub byłam zmuszona przechadzać się z wyjąca syreną u boku, ale cóż takie jest życie matki. Wtedy zaczęłam się zastanawiać co myślą o mnie inni. Czy wśród tych setek osób, które mijałam znalazłaby się choć jedna, która myślałaby moimi kategoriami z czasów przed Kacprem? Jestem pewna, że tak. Jak również jestem pewna, że ten post nie dotrze do tych osób, a szkoda bo może otworzyłyby im się oczy. Dobrze by było gdyby mądrale wiedzące WSZYSTKO o wychowaniu dzieci, dowiedziały się z ust innej mądrali, że jednak nie wiedzą zupełnie nic. Wiedza teoretyczna to kropla w morzu, bo praktyka jest zupełnie inna. To tak jak z wymianą koła, teoretycznie wiem jak to zrobić, ale w praktyce raz próbowałam i mi się nie udało. Do tego trzeba wprawy, umiejętności wyczucia, poznania przeciwnika. Podobnie jest w wychowaniu dzieci, dopóki nie masz własnego dziecka, to siedź cicho i nie staraj się doradzać innym bo… nie jesteś wiarygodny. Zastanawiasz się czemu? To tak jakbym ja, wypowiadała się na temat, który mnie nie dotyczy, np. naprawy pociągu. Pośrednio jestem powiązana z PKP, w końcu nie raz i nie dwa tym pociągiem jechałam, ale oprócz gdybania, tak na prawdę nie wiem nic o jego mechanice.

           Ogromnie się cieszę, że moje myśli dotyczące spraw około dziecięcych, zostawały jedynie w mojej głowie, bo teraz patrząc z perspektywy czasu, byłoby mi wstyd na samo wspomnienie, że kiedyś komuś próbowałam wcisnąć teorie wyssane z palca na tematy wychowawcze. Jasne, że każdy może mieć swoje zdanie, ale nie każdy to zdanie musi znać, tym bardziej jeśli naszą myśl poprzedza zwrot ” ja na pewno…”. Jeśli coś takiego znajduje się w Twoim mózgu, zostaw swoje hipotezy dla samego siebie. A jeśli już coś powiesz, nie zdziw się, jeśli ktoś zapyta czy masz dziecko. To nie będzie w żadnym stopniu atak na Twoją osobę, w taki sposób rodzice próbują czasem uświadomić innym, że tak na prawdę ich gdybanie nie jest nic warte, bo jest czysto teoretyczne, a nie praktyczne. I nie ma po co się obrażać, bo w przyszłości, gdy będziemy mieć własne pociechy, przyznamy rację innym. Dostrzeżemy swój błędny tok myślenia, choć obecnie może się to wydawać niemożliwe.

Polecam