Nie pojadę z dzieckiem pociągiem.

Nie pojadę z dzieckiem pociągiem.

8 lutego 2016 6 przez Anna

       W niedzielę z racji pięknej pogody wybraliśmy się na spacer po okolicy. Wiatr wiał niemiłosiernie, ale tak pięknego słońca dawno już nie było. Właściwie mogę śmiało stwierdzić, że w środku zimowego miesiąca, chwyciłam kawałek wiosny. Nogi poniosły nas na  dworzec PKP, a tam mieliśmy szczęście, bo po kilku chwilach nadjechał pociąg. Potem do głowy przyszło mi kilka wspomnień, jak to z maleńkim Kacprem w nosidełku, jechaliśmy pociągiem do Rzeszowa, potem już z większym Kacprem, ale stanowczo niezbyt mobilnym. Tzn mobilnym na tyle, żeby poruszać się w stronę jemu odpowiadającą i właściwie tyle. Młody nawet nie pamięta przebytej drogi.

train-949858_1280

        Więc może by tak przejechać się pociągiem, jadąc następny raz do szpitala? Potrwałoby to dłużej, ale co tam, najważniejsze  byłyby wrażenia. Usiadłam z kartką i długopisem w ręce, uwzględniłam kursy pociągów, kursy MPK Rzeszowskiego, bo przecież z dworca do szpitala blisko nie jest i oniemiałam. Wliczając ulgę szkolną młodego na przejazdy pociągiem i autobusem za same bilety dla siebie i dla niego, zapłaciłabym około 55 zł, gdzie zazwyczaj za tę kwotę siadam wygodnie na przednim siedzeniu i mknę sobie autostradą ( bo jeszcze darmowa) omijając centrum Rzeszowa i pokonując całą drogę w około 40 minut. Do tego wsiadam pod blokiem i wysiadam kilkaset metrów od szpitala ( bo na próżno szukać tam miejsca parkingowego). Ruszam i zatrzymuję się kiedy chcę. Nie jestem uzależniona od kursów najpierw pociągu, a potem autobusu. W drodze powrotnej od autobusu, a potem pociągu i do tego za praktycznie taką samą kwotę.

        Jeszcze do wczorajszego dnia, powiedziałabym, że jazda samochodem jest dużo droższa, ale za to wygodniejsza. Teraz jestem przekonana, że jest ona porównywalnie droga/tania ( niepotrzebne skreślić) o ile płaci się za siebie i za dziecko, a gdy jedzie się z całą rodziną to już w ogóle trzeba by rozbić świnkę skarbonkę. Więc gdzie tu konkurencja dla samochodów? Ja się nie dziwię, że koleje likwidują połączenia, teoretycznie dodając kolejne, ale jednak więcej likwiduje, skoro ceny biletów nie konkurują z ceną za paliwo. No dobrze, może singlom się opłaca, ale rodzinom zupełnie nie.