Muszę nakarmić czytelników. Wybaczcie mi.

Muszę nakarmić czytelników. Wybaczcie mi.

13 marca 2016 12 przez Anna

      Gdyby ktoś mnie zapytał czym się zajmuję, to bez zająknięcia odpowiem, że pracuję w transporcie. Nie mówię, że jestem spedytorem, czy tam specjalistą do spraw spedycji, bo ktoś, kto nie ma do czynienia z transportem, nie wie co to ten spedytor jest. Ale do głowy mi nie przychodzi, aby mówić, że jestem blogerem, choć bloga mam, opłacam domenę i hosting, więc takie realne to całe blogowanie, że spokojnie mogłabym, tylko po pierwsze nie utrzymuje się z tego, a po drugie to blogowanie to taka nisza jak spedycja. Kto normalny wie co to blog? No chyba tylko inny bloger, a poza tym rodzina blogera i znajomi, którzy nie biorą całego blogowania na serio. I dobrze, bo większość blogerów, w tym i ja nie czuje się nimi.

portrait-1097920_1920

       Należę do wielu grup zrzeszających blogerów na facebooku, głównie ze zwykłej ludzkiej ciekawości. Czasem udaje mi się komuś pomóc, innym razem, to ja uczę się czegoś od innych, albo obserwuję rozwój osobisty “młodych”. Fascynują mnie miejsca potrafiące zrzeszać społeczność, wiąże się to głównie z wyrzeczeniami jakim jest nieustanne pisanie i karmienie czytelnika. Tacy blogerzy działają według utartego schematu, w którym regularnie publikują posty na blogu i równie często, jak nie częściej, dbają o społeczność w social mediach, zachęcając do interakcji. Podziwiam takich ludzi i jednocześnie im współczuję, bo przykro się robi gdy nagle pasja, odskocznia i miłe doświadczenie staje się obowiązkiem. Bo jak dziś nie opublikuje posta, to statystyki mi spadną, jak jutro nie zadam jakiegoś kreatywnego pytania na facebooku to zasięg spadnie. Osobiście jako czytelnikowi mi to nie przeszkadza, ale gdy staram się postawić na miejscu tego biednego blogera, to zaczynam mu współczuć.

    Jak ciężko musi być, gdy musisz pisać i opublikować coś sensownego, gdy dobija Cię gorączka, płuca chcą wyskoczyć z piersi i ogólnie masz wrażenie, że przy kolejnym ataku kaszlu mózg wypłynie ci uszami. Ja w takich sytuacjach po prostu się kładę ( no dobra ogarniam mieszkanie i dziecko, choć dziecko już nie tak wymagające jak kiedyś), naciągam koc na głowę i mam wszystko gdzieś. No chyba, że muszę iść do pracy, ale jak wracam to nie myślę o niczym innym jak ciepłe łóżko. A tu nie da się, trzeba pisać, wytężyć umysł, ewentualnie przeprosić i liczyć na wybaczenie i zrozumienie. Wszak czytelnik też człowiek, to może da dyspensę i dziś ani jutro, nie trzeba będzie nic publikować? W ostatnim tygodniu mignęło mi sporo takich przeprosin, a ja niekulturalnie nie przepraszałam ani zamiaru nie mam. Byłam chora, nie chciało mi się to nie pisałam. Proste i logiczne. Co najważniejsze, nie czuję, że kogokolwiek zawiodłam i nie rozumiem gdy ktoś czuje, że zawiódł. To tylko blog, blog to miejsce, które gdy znika, albo pustoszeje nie  sprawia, że ludzkość wymiera. Serio muszę przepraszać, że przez ponad tydzień nic nie napisałam?