Nie odwiedzam Cię, bo nie wiem skąd jesteś.

Nie odwiedzam Cię, bo nie wiem skąd jesteś.

7 lutego 2016 18 przez Anna

     Na początku mojego pisania na blogspocie, strasznie zależało mi na relacji z czytelnikiem. Nie żeby teraz było mi to obojętne, ale po tych kilku latach, inaczej podchodzę do tego wszystkiego. Ameryki w tym poście nie odkryję, ale postaram się przedstawić kilka powodów przez, które inni blogerzy nigdy nie wchodzą z rewizyta na danego bloga. A jeśli już, to wchodzą i wychodzą stawiając krzyżyk i modląc się, aby nigdy, ale to przenigdy nie trafić w to miejsce ponownie.

mockup-863469_1920

1.Brak linku zwrotnego. Komentarze typu ” zapraszam do mnie wraz z linkiem” są niemile widziane wśród większości. Mnie nie rażą o ile sam komentarz jest merytoryczny i nie gryzie się z wpisem. Jednak wielu blogerów tego nie akceptuje i usuwa komentarze. Zamiast tego, można po ludzku skorzystać z opcji jakie oferuje google+, wordpress czy też disqus i wpisać link do bloga w odpowiednie miejsce, w ten sposób jeśli autor komentowanego artykułu zechce was odwiedzić, znajdzie odnośnik w Waszym profilu. Mimo wszystko spora ilość osób komentując u innych zapomina o pozostawieniu namiaru na siebie, tracąc w ten sposób bardzo wiele. Może wychodzą z założenia, że sam autor dobrze zna ich miejsce? Nie wiem.  Może i faktycznie zna, a może nie. Sama miałam kilka takich sytuacji, że wchodziłam na dane blogi, komentowałam i nie miałam pojęcia, że autorki tych blogów przychodziły z rewizytą do mnie, bo używały innych nicków. A co jeśli, nasz komentarz spodoba się jakieś postronnej osobie, która zechce sprawdzić, czy i my nie posiadamy bloga? No nic się nie stanie. Skoro nie umieścimy odnośnika na swoim profilu, to zmniejszamy własne szanse na nowe dusze, które zasilą grono naszego bloga. Więc wpisujecie te adresy blogów, bo nie chce mi sie za każdym razem pytać o link!!!  A jeśli nie wpiszecie, lub skorzystacie z opcji nieaktywnego odnośnika, nie zdziwicie się, że ludziom nie będzie chciało się korzystać z opcji kopiuj wklej… To zajmuje kilka kliknięć więcej niż ten jeden docelowy klik.

2. Konieczność logowania w komentarzach. To jeszcze jestem w stanie przeżyć, choć najbardziej wkurza mnie w tej kwestii wordpress, który uparcie przypomina mi, że hasło jest nieprawidłowe. Czy nie lepiej byłoby nie wymagać od zwykłego zjadacza chleba tego wklepywania hasła?

3. Weryfikacja obrazkowa. Nie, nie i jeszcze raz nie! Nie mam do tego cierpliwości. Od razu przyznam się do wtórnego analfabetyzmu i dysleksji, która miesza mi nieraz w literach i cyfrach, a jak mam do przepisania hasło ” Whiijifdfsja 12355565″ to dostaję kociokwiku i uciekam. Czasem wracam, gdy treść mnie wciągnie, ale nigdy nie podejmuję próby kolejnego komentowania.

4. Wyskakujące okienka. „Ale jesteś pewien, że chcesz zamknąć tego jakże wspaniałego bloga?”, ” Dlaczego chcesz mnie opuścić?” i wiele innych, które skutecznie utrudniają opuszczenie bloga. No wyobraźcie sobie sytuację, w której trafiacie na świetne miejsce, zamykacie stronę z myślą, że wrócicie na nią wieczorem, jak będzie więcej czasu, a tu kolejno wyświetla się dwadzieścia informacji pod rząd, jak to autorowi przykro, że odchodzisz. W takim wypadku i mnie jest przykro, ale dlatego, że weszłam.

5. Muzyka. Wyobraźcie sobie taką sytuację… Spotkanie służbowe, w sali jest około 15 osób, wszystkie siedzą znudzone, ale udają że słuchają prezesa. Kątem oka widzisz, że kolega gra w angry birds, koleżanka dwa krzesła dalej pod stolikiem rozwiązuje sudoku, a Ty chcesz poczytać. Bo z reguły czytanie to ciche zajęcie. Prezes kontynuuje wywody o cięciu kosztów i niekorzystnym wpływie rynku Chińskiego na Europę, a Ty włączasz ulubiony blog i w tej sekundzie rozbrzmiewa dzwięk ukochanej muzyki rockowej autora bloga… Jasne, że mogłeś wyciszyć telefon, ale nie spodziewałeś się przecież, że w miejscu w którym chcesz zastać jedynie literki, napotkasz na koncert rockowy!

6. Pstrokaty Szablon. Niektórzy mają coś w rodzaju kolorowstrętu, mnie osobiście wkurza jedynie róż. Ale jedno wiem na pewno. Kiepsko się czyta wpis, w którym czcionka ma kolor zielony, a tło różowy.

        Jeśli popełniłeś któryś z tych karygodnych błędów, to biegnij szybko i to popraw. Ja mogę się przyznać do braku linku zwrotnego i muzyki na blogu. O zgrozo! Sama, sobie zgotowałam dosyć niemiłą niespodziankę, bo gdy chciałam coś dyskretnie sprawdzić w internecie, otworzyła mi się strona mojego ówczesnego bloga i ryk ” Bullet For My Walentine” prawie mnie zwalił z nóg, a było grubo po 22:00:).

Polecam