Odlubiam!

Odlubiam!

29 maja 2015 32 przez Anna

    Kiedyś lubiłam taką jedną Natalię, w sumie nie była to żadna wielka przyjaźń. Ot zwykłe koleżeństwo. Nie siedziałyśmy razem w ławce, ale często jadłyśmy w swoim towarzystwie obiad. Ja cierpiałam gdy na stół lądował krupnik, ona prawie płakała na widok wątróbki i ogórkowej. Mimo tych dość różnych preferencji, potrafiłyśmy jeść obiad we własnym towarzystwie, współczując sobie wzajemnie, gdy panie kucharki serwowały nam nasze znienawidzone dania. Ot, taka dziecięca solidarność, bez większego podtekstu. Nasze upodobania były zgoła odmienne, ale nie przeszkadzało to nam w spędzaniu czasu we własnym towarzystwie.

read-369040_1280

    Właściwie gdyby nie wczorajszy wpis, a raczej krótka wzmianka na samym początku tekstu, dziś mielibyście wolne ode mnie.  A tak, to jeden komentarz sprawił, że mam o czym pisać. Publikując zupełnie lekki i niezobowiązujący post o kawie, okazało się, że może się to nie spodobać i za karę blog został odlubiony. Właściwie nic nowego, ludzie przychodzą, inni odchodzą. Jedni szybciej inni później. Nic nie jest na zawsze. No, ale nie o to chodzi. Przeczytałam najpierw komentarz z wyjaśnieniem, dlaczego ta osoba wciska nie lubię, a potem licznik facebooka zmalał o jedną osobę. Ups… pomyślałam. To jednak w internecie są osoby, które czują się w obowiązku poinformować „właściciela” polubionej strony o tym, że dają kciuk w dół za coś tam. A ja myślałam, że takie rzeczy to mity i legendy krążące po sieci niczym czarna wołga po dawnym PRL-u.

    Sama odlubiam strony. Robię to, gdy autor zaczyna działać mi na nerwy, gdy oczekiwałam od niego czegoś innego, gdy mi się nudzi, albo gdy moje poglądy kłócą się z poglądami zawartymi na stronie. Wtedy staję się jednym z tych niewdzięcznych, anonimowych uciekinierów, którzy nie mają zamiaru nikogo powiadamiać o swoim odejściu. Może przez to, że nie wierzę w to, że coś to zmieni? A może przez to, że nawet tej zmiany nie oczekuję.

   Wczoraj widząc jawny protest przeciwko moim poglądom, spodziewałam się większej ilości odlubień. Liczyłam na coś w rodzaju zbiorowego anty poparcia, ale się rozczarowałam. Nie wiem czy ten komentarz, a następnie spełnienie obietnicy miało być karą, jeśli tak to nie było. Nie zajmuję się kolekcjonowaniem polubień, blog posiada fp, ale głównie w celu powiadomień o wpisach, więc ten jeden lajk mniej, właściwie nie zmienia nic. Tym bardziej, że nie jest pierwszym i na pewno nie jest też ostatnim. Tylko po co ten komentarz, co on miał wnieść? Czy chodziło o zmianę poglądów? Jeśli tako, to nie sprawił, że nagle pokochałam koty, a nawet gdyby się tak stało to przecież ta osoba, nie byłaby już świadkiem tej cudownej przemiany. Mimo wszystko wolę psy, co gorsze mogę śmiało przyznać, że fani krupniku, lodów czekoladowych, dyskotek i wszelkich zabaw tanecznych, alkoholu, a także wielu innych rzeczy, o których jeszcze napiszę, śmiało już teraz, mogą odnaleźć rameczkę w prawej części bloga ( teraz trzeba będzie suwaczek przesunąć troszkę wyżej:-p) i kliknąć NIE LUBIĘ. Ja nie będę płakać, nie wyrwę sobie włosów z głowy, ani też nie zaszyję się w kąciku tylko dlatego, że wyobrażenia o mnie, stały się mrzonką. Jedno nadal mnie dziwi. Po co? Nie widzę sensu w pisaniu powodu, dla którego ktoś opuszcza dane miejsce. A może to ja zachowywałam się do tej pory jak gbur, nie podając przyczyny, przez którą cofałam polubienie?

 

Polecam