Umówmy się na zdradę.

Umówmy się na zdradę.

6 lipca 2015 23 przez Anna

    Myję naczynia, nagle rozlega się dźwięk przychodzącej wiadomości. Nie jest to ani dzwonek smsa, ani tym bardziej powiadomienie z facebooka, bo te mam wyłączone. Zastygam z talerzem w ręce, próbując rozpoznać znajomy dźwięk, dobiegający z torebki. Gadu-Gadu, zainstalowałam je kiedyś awaryjnie w telefonie, gdy biegłam do przedszkola po Kacpra bo się rozchorował, a musiałam jeszcze w ciągu dnia załatwić kilka rzeczy. Od tamtej pory właściwie z niego nie korzystałam. Poza pracą gg jest wyłączone, ale to w komórce musiało się włączyć jak uruchamiałam latarkę, żeby wyjąć klocek spod łóżka.

couple-336655_1280

Wytarłam ręce i wzięłam komórkę, zastanawiając się, czy w ogóle sprawdzać  kto to pisał, bo przecież gdyby to było coś ważnego, to dawno by zadzwonił. Ciekawość zwyciężyła, włączyłam aplikację.

– Cześć. – W wiadomości widniało tylko jedno słowo od Pana P. Numeru nie miałam dodanego do znajomych, ale to nic dziwnego, bo dawno nie używałam tego ustrojstwa na komórce. Więc to mógł być ktoś ważny i zarazem nie ważny.

– Cześć. – Odpisałam licząc na to, że to jakiś wolny strzelec, którego szybko spławię, bo w końcu musiałam jeszcze obrać ziemniaki i przygotować rybę.

– Co tam u ciebie?

– Pracowicie. – Moja lakoniczność mnie czasem powala, ale to był jedyny sposób, żeby dać temu komuś do zrozumienia, że albo się streszcza i pisze o co mu chodzi, albo niech spada, bo nie mam czasu.

– Jestem P. Mam 26 lat, a Ty?

Tak jak w katalogu, sorry nie mam czasu.– Ziemniaki czekają, tego nie dodałam bo to przecież obciach stawiać kartofle i obiad, nad obcego człowieka…

Gdzieś po obraniu czwartego  ziemniaka.

–  Jesteś wolna czy zajęta?

– Zajęta. – Wtedy przyszła myśl, żeby wyłączyć gg, ale nie…

– Ja też, mam żonę i szukam przyjaciółki, jeśli wiesz co mam na myśli.

To uczucie kiedy krew Cię zalewa i masz ochotę przywalić komuś młotkiem gumowym w głowę, ale nie możesz…

Pożyczyłam Panu miłego dnia i tego, aby jego żona ( o ile faktycznie ją ma), szybko się  zorientowała z kim się związała.

 

Obierając kolejne ziemniaki zastanawiałam się co jest w tych wakacjach. Nagle okazuje się, że wraz z nadejściem lata ludzie są coraz śmielsi i zaczynają szukać, czegoś co mają na wyciągnięcie ręki, ale podobno nieznane kusi bardziej. Poza tym, zaczęłam myśleć, co bym zrobiła gdybym znała tę kobietę. O ile ona w ogóle istnieje, a pan P. nie był tylko wytworem żartu jakiegoś znudzonego nastolatka ( pisał bez błędów, więc mam podstawę twierdzić, że miał więcej niż naście lat). Czy potrafiłabym jej powiedzieć o tym, że jej partner nie jest z nią szczery? I w ogóle co skłania pozornie szczęśliwe osoby, trwające w związkach, do szukania tego szczęścia gdzie indziej? Poszerzenie horyzontów, dreszcz tajemniczości, czy może zwykłe wyrachowanie?

 

 

Polecam