Jak wypromowałam fan page?

Jak wypromowałam fan page?

27 lutego 2017 17 przez Anna

Jak pewnie większość z Was wie, bloga prowadzę już długo, ale poza około 2 miesięcznym testowaniem reklam na fb, tak naprawdę nie zajmowałam się zbieraniem polubień. Oczywiście każda nowa osoba, która zaczyna obserwować bloga, ogromnie mnie cieszy, ale moje wewnętrzne przeświadczenie o tym, że są lepsi, nie pozwala mi rozwinąć wodzy fantazji i marzeń o jakimś super popularnym profilu na facebooku, czy ogromnie popularnym blogu. Tym bardziej, że ostatnio czasu mam mało i pochłaniają mnie trochę inne rzeczy, o których jeszcze pisać tu nie będę. Z racji tego mojego nikłego zaangażowania w rozwój i promocję social mediów, podejdę do tematu na wesoło nadając przewrotny tytuł artykułowi, który opowie po części o tym, co ostatnio mi się przytrafiło.

Nie lubię własnych postów.

Nie uznaję lubienia własnych postów. Wiem, że wiele osób tak robi, ale mnie osobiście wydaje się to dziwne i trochę mija się z celem. Wychodzę z założenia, że jeśli coś publikuję to znaczy, że dana informacja, zdjęcie, czy film mnie interesują i chcę się nimi podzielić z innymi. Tak jest zarówno z prywatnym profilem na fb, jak i z tymi typowo blogowymi kontami. Dlatego nie widzę powodu, dla którego publikując coś z prywatnego profilu Anna K. mam ten konkretny post sama sobie polubić, to chyba jasne, że już go lubię skoro decyduje się na opublikowanie go. Podobnie jest z kontami blogowymi, choć rozumiem jeszcze, jeśli autor polubi czy udostępni opublikowaną wiadomość ze swojego fan page’yu, na swoim prywatnym profilu. Ale polubienie własnej publikacji tym samym kontem uważam za sztuczny tłum. Dlatego zapewne powinniście postępować zupełnie odwrotnie niż ja uważam, ponieważ to może przynieść jakieś korzyści, o których nie mam bladego pojęcia.

Nie zapraszam znajomych.

Nie zapraszam znajomych do polubienia strony. Powód jest jeden, nie lubię się narzucać. Większość moich znajomych dopiero zaczyna myśleć o życiu, które ja prowadzę już od kilku lat, więc uważam, że zapraszając ich niejako stawiam ich w sytuacji bez wyjścia. Paradoksem jest to, że cieszą mnie zaproszenia od znajomych, gdy ujawniają się ze swoimi projektami czy nawet biznesami, albo po prostu pomagają innym znajomym w osiągnięciu szerszej siatki odbiorców. Dlatego mogę wnioskować, że większość ludzi podchodzi raczej z otwartym umysłem do takich zaproszeń. Wniosek jest jeden, Wy koniecznie zapraszajcie, a jeśli macie opory, to wybierajcie takie osoby, które z racji trybu życia będą zainteresowane tym, co tworzycie.

Reklama na facebooku.

Reklama na facebooku, pisałam już o tym kiedyś, dlatego tematu rozwijać nie będę. Odeślę Was do mojego starego wpisu, mam nadzieję, że znajdziecie tam odpowiedź na nurtujące pytania.

Zatrudnij marketingowca!

I tu chyba meritum tego, co chciałam Wam przekazać. Pan od marketingu może zdziałać cuda, będzie miał wiedzę, możliwości i świeże spojrzenie na Waszą sytuację. Ale wszystko oczywiście kosztuje. Ale da się za darmo. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, co się stało, że niektórzy z moich znajomych zaczęli obserwować mojego bloga na facebooku. Od ponad miesiąca licznik na fb wahał się o +/-4 osoby, gdy ktoś przychodził to po kilku dniach odchodził i tak ciągle. Licznik utrzymywał się tuż przed magicznym pierwszym 1000, aż tu nagle… no właśnie nie wiadomo co. Dopiero dzięki szwagierce, która polubiła moją aktywność, czyli polubienie własnej strony na fb zaczęłam się zastanawiać, o co chodzi. Bo przecież ze względów technicznych, sama siebie obserwowałam od samego początku. I w końcu wpadłam na to genialne rozwiązanie. Nieopatrznie zatrudniłam Pana od promocji, który postanowił wytestować czy Instagram i Facebook działa podobnie i powciskał sobie kilka lubię to, od tak dla potrenowania. Dlatego dla podkręcenia popularności waszego profilu, co jakiś czas polubiajcie go ze swojego konta, albo dajcie telefon dziecku,. Ono już będzie wiedziało, co i gdzie poprzyciskać, żeby było dobrze. Z pewnością wyjdzie taniej, niż zatrudnianie fachowca.