nauka czytania
Porady dla Mam.

Nauka czytania- jak zacząć?

    We wczorajszym wpisie (sześciolatek w pigułce) napomknęłam, że powstanie tekst o  tym jak u nas wyglądała nauka czytania. Niby to coś naturalnego, a jednak sprawia problemy i dostarcza zmartwień rodzicowi, który stara się zachęcić dziecko do nauki. Dlatego postanowiłam napisać krok po kroku jak to u nas wyglądało. Nie ominę też błędów, które popełniłam, bo może komuś to ułatwi życie.

nauka czytania

1. Alfabet. To właściwie podstawa. Niby podczas czytania poznaje się go sukcesywnie, ale podstawowe litery należy znać wcześniej. Mowa oczywiście znajomości fonetycznej wymowy i drukowanym zapisie.

2. Elementarz ma znaczenie. Błąd nr 1. Wyszłam z założenia, że jak ja się uczyłam na bajkach, to i Kacprowi będzie tak łatwiej. Nic bardziej mylnego. Bajki nie mają dostosowanej wielkości liter do potrzeb małego dziecka, przynajmniej na początku jego przygody z książkami. Dlatego też, szybko przerzuciliśmy się na elementarz. Błąd numer 2. Byle jaki elementarz, to zły elementarz. Powinien być dostosowany do wieku dziecka. Ja stwierdziłam, że stary egzemplarz dla siedmiolatków będzie ok. No nie był. Przekonałam się o tym po kilku stronach. Z pomocą przyszła mi wychowawczyni Kacpra, poleciła inną książkę, bazującą na czytaniu sylabicznym i to był strzał w dziesiątkę.

3. Systematycznie. Ja przyjęłam zasadę, jedna czytanka na jeden dzień. Na początku z krótkimi tekstami schodziło nam jakieś 30 minut. Młode się zniechęcało, bo było za długo. Dopiero, gdy się okazało, że czas na czytanie się skraca, a treści jest więcej, zaczął się cieszyć.

4. Reklamy, banery i plakaty. Jak mnie okropnie denerwują reklamy, gdy wchodząc na stronę internetową, otwiera mi się milion okienek, ale są też reklamy pożyteczne. A mowa oczywiście o tych mijanych w drodze do domu. Krótkie slogany, zachęcają malucha do zmierzenia się z wyzwaniem, a przy okazji ukryta jest w tym nauka czytania. Mój Kacper najbardziej lubi plakaty bankowe… Najniższa rata, szybka pożyczka, niski procent, duża kasa! Mały materialista stoi i chce przeczytać wszystko, bo to takie fascynujące.

5. Kończ bajkę w ciekawym momencie. Gdy mieliśmy przerwę i nauka czytania poszła w kąt, nie rezygnowałam z czytanych dziecku bajek. Kilka razy zdarzyło mi się skończyć czytać w interesującym miejscu, a potem widziałam jak młode zabiera książkę do łóżka, ogląda dalsze strony i próbuje sklecać zdania. Wystarczy rozbudzić w dziecku ciekawość, a samo zechce czytać.

6. Chwal, chwal i jeszcze raz chwal. Na początku biłam brawo po każdym przeczytanym poprawnie słowie, potem po zdaniu, a na końcu po jakimś trudnym wyrazie. Pochwały odegrały w naszej batalii bardzo ważną rolę, motywowały i zachęcały do działania. Oczywiście nie obyło się bez łez, ale końcowy rozrachunek wyszedł na plus z mocnym uśmiechem.

7. Odpuść na jakiś czas. Osobiście jestem za tym, aby dziecko czasem przycisnąć, ale tylko w granicach rozsądku. Trzymanie mu nosa wbitego w książkę i nakazanie czytania, podczas gdy On płacze, jest bez sensu. W takich chwilach odkłada się książkę na kilka dni, a nauka czytania czeka na lepsze czasy. Świetnie, gdy dziecko samo zacznie się o nią upominać, a jeśli nie to można podsunąć mu ją własnoręcznie.

8. Przekupywanie nie jest złe. Ja wiem, że to niewychowawcze, ale może okazać się bardzo motywujące. Wystarczy obiecać dziecku nagrodę za przeczytanie całego elementarza, a w jego głowie zaświta myśl, że to się może opłacać. Po jakimś czasie myśl o zabawce przestanie być celem samym w sobie, bo malec złapie czytelniczego bakcyla.

9. Twoje dziecko już czyta. Kiedyś myślałam, że z czytaniem jest jak z nauką jazdy na rowerze. Młody na dwóch kółkach śmigał w wieku 4 lat, ale nauka czytania zajęła mu kilka miesięcy i nie poszło tak gładko jak się tego spodziewałam. Mimo wszystko młody czyta i jestem z niego dumna:).

10. Nauka czytania- potrzebne rzeczy:
– dobre oświetlenie,
– wygodne miejsce dla was obojga,
– elementarz,
– linijka, albo kolorowa zakładka ( potrzebna do zaznaczenia linijki, która aktualnie jest czytana).

Miało być krótko, a wyszło jak zwykle.

Ps. Nauka czytania do łatwych nie należy, czasem nawet nie jest przyjemna, ale nie taki diabeł straszny jak go malują:).

12 komentarzy

    1. Etap I bajki i elementarz dla siedmiolatków od września 2014 do listopada 2014 czyli 3 miesiące po ukończeniu 5 roku życia.

      Etap II Styczeń do połowy marca 2015 elementarz do czytania sylabami. No i tyle zajęła nam nauka. Tzn dość szybko załapał co i jak na krótkich wyrazach, ale te dłuższe sprawiały mu kłopoty i jakoś w marcu mogłam stwierdzić, że większość jest w stanie przeczytać. Czyli niecałe 2 miesiące przed 6 tymi urodzinami.

        1. To mocno indywidualne. Ja działam intuicyjnie, porównuje siebie z nim i uznałam ten okres za najlepszy. Idąc w wieku 6 lat do zerówki umiałam czytać i liczyć. Było mi łatwiej. A teraz mam radochę jak wchodzę do przedszkola i widzę jak mały czyta bajki młodszym. No wiadomo duka, bo składa litery, ale jaki jest przy tym z siebie dumny:), bo mu panie pozwalają krótki tekst przeczytać:)

          1. Ja się nauczyłam w wieku też w sumie jakichś pięciu lat, ale miałam starszą siostrę idącą do szkoły, wiec motywacja level hard ;). Kurczę, aż muszę mamę swoją podpytać dokładnie jak mnie uczyła. I też pamiętam historie jak podobno czytałam dzieciakom w przedszkolu. Ale kurczę, mam chyba jeszcze czas 😉

          2. Ja się nauczyłam bo mnie babcia zdenerwowała i kończyła czytać bajki w najciekawszych momentach. Z tym że moja nauka czytania, była jakaś naturalna. Praktycznie po dwóch dniach potrafiłam poskładać większość wyrazów. Może dlatego myślałam że z moim Kacprem będzie podobnie. Nie było, bo każdy dzieciak jest inny. Ja byłam cierpliwa, On wcale:D.

            Nie napisałam tego wpisu żeby nagle rodzice rzucili wszystkie obowiązki i ruszyli do nauki. On jest dla tych, którzy mają problem i nie wiedzą jak go rozwiązać. Wiem, że złotego środka nie ma, ale przynajmniej pobieżnie opisałam nasz przypadek.

  1. U nas z tym czytaniem to jakoś tak dziwnie wyszło. Kiedyś w trakcie jakiegoś oglądania bajek nabazgrałam na kartce kilka wyrazów i mniej więcej wytłumaczyłam młodemu jak to ugryźć. Zajęło nam to jakieś 5 minut i to była cała nauka. Od tego czasu moje dziecię, które zawsze twierdziło, że nigdy nie nauczy się czytać zaczęło czytać wszystkie ujrzane wyrazy (mam tu na myśli tak jak ty reklamy, bannery itp). Nie czyta jeszcze płynnie i wiele brakuje do perfekcji,ale cieszę się, że w końcu się przełamał i w ogóle chce. A możesz zdradzić jaki to podręcznik zaproponowała wam wychowawczyni? Chętnie skorzystamy 🙂

    1. Ja właśnie nauczyłam się czytać w taki właśnie sposób i mocno się zdziwiłam, jak Kacper literując, nie potrafił sklecić całego wyrazu. Dopiero czytając sylabami załapał. I to bardzo szybko, oczywiście te łatwiejsze wyrazy, a reszta przychodziła z czasem:)

      My mamy: “Elementarz. Teksty do czytania metodą sylabową” A. Pelc i M.Skoczylas

  2. no widzisz, każde dziecko rozwija się w innym tempie 🙂 mimo, że moja córka to taka trochę “chłopczyca” a mimo to na rowerku śmiga od zaledwie kilku tygodni ( ma prawie 6lat!!!), za to z czytaniem…..zawsze wolała liczby, literki ja nie interesowały, do czasu….jak zaczęła – poszło błyskawicznie! Nie stosowałyśmy żadnych specjalnych metod, uczyłyśmy się gdy miała na to ochotę 🙂 http://zwyklejmatkiwzlotyiupadki.blogspot.com/2015/02/nauka-czytaniaprzez-zabawe.html

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.