Nie krzycz, rozmawiaj i jak to się ma do wychowania.

Nie krzycz, rozmawiaj i jak to się ma do wychowania.

14 sierpnia 2013 10 przez Anna

     Obecnie panuje moda na to, że każdy (a przynajmniej większość rodziców) opowiada się za tym, że klaps to jest tragedia wychowawcza, a krzyki i wrzaski są porównywalnie strasznym przeżyciem dla dziecka. Gdzie się nie obejrzę tam czytam o rozmowach. Bo tylko to jest najskuteczniejsze, tylko to da rezultat, a jeśli nie daje to nie dziecko jest winne tylko rodzic, bo rodzic pewnie nieumiejętnie tłumaczy, albo na pewno podniósł głos w jakiejś sytuacji i to jest godne potępienia.

Sąsiedzi.

       Ludzie wychodzą z ukrycia, obserwują i oceniają postępowanie innych, bo są do tego upoważnieni przez media. To w mediach toczą się kampanie na rzecz maltretowanych dzieci, to w mediach słyszy się o patologicznych rodzinach, które wychowują swoje potomstwo w krzyku i pijaństwie, to w mediach człowiek słyszy że musi bacznie obserwować i zwracać uwagę innym na ich zachowanie. O ile same kampanie są dobre i uważam, że takie rzeczy trzeba nagłaśniać o tyle zastanawiam się co przyniesie jutro. No bo w końcu któraś sąsiadka może wziąć sobie do  siebie słowa pana redaktora mówiącego „reagujcie, dzwońcie na policję i nie bójcie się powiedzieć NIE” i zareaguje ale w stosunku do ludzi, którzy sobie tym na to nie zasłużyli. Powoli zaczynam się zastanawiać co ja zrobiłabym w sytuacji, w której policja zapukałaby do moich drzwi bo istnieją przesłanki o tym, że dziecku dzieje się krzywda. Pewnie do końca życia zaszyłabym się w czterech ścianach i wstyd by mi było przed wszystkimi, że jestem matką, która katuje dziecko, choć tak nie jest. Zastanawia mnie co muszą czuć ludzie, których nachodzi policja wzywana przez nadgorliwych sąsiadów? Mam nadzieje, że się nigdy nie dowiem, choć mam tą świadomość że pewnie nie raz jestem o krok, gdy moje dziecko krzyczy ” Mama przestań, zostaw mnie, nie chce!!!!”. Jaki jest paradoks tego zjawiska? Ja jestem w kuchni, mój syn w pokoju i wściekły krzyczy tak, bo wie że np. nie pozwolę mu wyjść na rower dopóki nie posprząta zabawek. A sąsiedzi? No jasne jest to że oni mogą słyszeć tylko histeryczne ” Mama przestań, zostaw mnie, nie chce!!!!”. Co sobie myślą? No pastwi się nad aniołkiem ta wstrętna baba, jeszcze chwile a ją zgłoszę. Na pewno go tłucze! A prawda jest taka, że ja na spokojnie obieram sobie ziemniaki, a moje dziecko dogorywa w pokoju i drze się z bezsilności, bo wie, że nie ustąpię. Co ja bym pomyślała w takiej sytuacji? Na pewno rodzice leją dziecko, no na pewno. Przecież żadne normalne dziecko by tak nie wyło bez powodu.

Klapsy.

      Absolutnie pod żadnym pozorem nie wolno uderzyć dziecka, no nie ma takiej możliwości… Klaps to przegrana, klaps to znęcanie się nad bezbronną istotą. Zastanawiałeś się drogi rodzicu czemu twoje dziecko jest w Twoim mniemaniu niegrzeczne? Bo tego je nauczyłeś. To Ty zapracowałaś na to, że Twoje dziecko zachowuje się tak jak ty tego nienawidzisz. Oczywiście to nie znaczy, że ono jest niegrzeczne, to tylko dziecko i to Ty tak uważasz. Więcej empatii drogi dorosły. Ale gdy to samo dziecko napluje panu nieznajomemu w twarz, to już na pewno będzie niegrzeczne i nie wychowane i na pewno przydałoby mu się srogie lanie. I gdzie tu sens i logika? Społeczeństwo jest jak chorągiewka… Lubi przyjmować modne tezy i za nimi podążać, jednocześnie gdy coś nie pasuje do utworzonej przez nie wizji, odbija piłeczkę w drugą stronę. I tak o to gdy jeszcze o 12:05 wszyscy byli na nie dla klapsa, to po wybryku dziecka, które absolutnie nie będzie do zaakceptowania o 12:07 to samo społeczeństwo zakrzyknie ” Trzeba go było lać, póki mały był!”. Daj klapsa swemu niegrzecznemu dziecku, bo już argumenty się kończą,  bo już sił brakuje i najzwyczajniej stoisz pod murem, a końca nie widać, to okrzykną cię złym rodzicem. Bo nie umiesz radzić sobie ze swoimi emocjami, bo to Ty powinieneś dawać przykład i być niewzruszonym kamieniem, choćby nie wiem co. Paradoksalnie, żyjesz zgodnie z tezą „nie bije rozmawiam”, a po kilku latach okazuje się że przypadkowo dziecko wyrosło na małego gangstera? Wiedz, że usłyszysz, że to Twoja wina, że ty źle wychowałeś, że  wychowywanie „bezstresowe” to głupota. Jako rodzic zawsze będziesz na świeczniku, gdy twoje dziecko zacznie publicznie histeryzować przygotuj się na to, że tak czy inaczej zostaniesz okrzyknięty tym złym. Niezależnie od tego jak postąpisz i tak wystarczy, że jedna osoba krzyknie, a stado kolejnych się zleci i będą wtórować. Bicie to błąd, ale niebicie również. Przynajmniej tak uważa nasze społeczeństwo.

Krzyczą tylko słabi!

      Kolejnym napiętnowanym elementem towarzyszącym zmaganiu sie z dzieckiem jest krzyk. Przeciętny rodzic, który nie radzi sobie z ty co zgotowało mu jego własne potomstwo, zaczyna krzyczeć. Nie raz jest tak, że krzyk przyniesie efekt pozytywny, a innym razem przeciwny od zamierzonego. Ot, loteria raz się uda i dziecko się uspokaja, a raz jest gorzej. Internet mówi, że rodzicowi nie wolno, że dziecko po latach będzie miało skrzywioną psychikę jak się na nie krzyknie. Bo będzie pamiętać to na długie lata. A co gorsza może mieć do rodzica żal, że ten kiedyś tam się uniósł, a przecież można było wytłumaczyć po raz setny, że tak sie nie robi. Po dziewięćdziesiątym dziewiątym razie dziecko przecież by załapało… Motyw przewodni obecnego świata ( głownie internetowego) brzmi ” krzyk to zło”, „krzyk to słabość”. Kurde co za pech… jestem słaba, bo o ile nie piorę dziecka tak że wióry lecą i nie urządzam sobie wyścigu pt. Ile razy uda mi się strzelić klapsa młodemu dzisiejszego dnia, o tyle głos czasem podnoszę, a i gderać mi się zdarzy nie raz i nie dwa. Jestem słaba. Pal licho jestem słaba i dobrze mi z tym. Nie chcę być alfą i omegą i co gorsza dobrze mi w tym zaścianku w którym jestem, nie mam zamiaru dążyć do tego co większość chce nazywać ideałem. Ideałów nie ma, a rodzic tez człowiek i nerwy mogą mu puścić. Koniec kropka.

Błędy wychowawcze.

     Jako ludzie uwielbiamy oceniać innych i nie ma tak, że znajdzie się ktoś kto nie ocenia nikogo. Przyjmuje świat takim jaki jest. Każdy ocenia, nawet ci co starają się być neutralni, podświadomie oceniają postępowanie innych, nie raz czują się lepsi bo sami poradzili sobie w podobnej sytuacji, albo wydaje im się, że oni byliby lepszymi ludźmi, lepszymi rodzicami. Bledy wychowawcze są passe, w dobie książek i poradników o wychowaniu potomstwa, w dobie portali rodzicielskich, Facebooka, blogów i forów internetowych, bo ludzie maja większą świadomość. Wszystko super, ale czy oprócz rodziców i dzieci maja większa świadomość, że powinny się zachowywać lepiej, powinny szanować rodziców i w miarę zgodnie z nimi żyć. A tymczasem dzieci swoje, a rodzice swoje i jak się to ma do zachowania spokoju? A no nijak, rodzic jest dorosły więc musi! Bo tak trzeba, bo słabość nie jest mile widziana, ale wiecie co? Rodzic też jest człowiekiem, ale ludziom nerwy nieraz puszczają…

-Zostaw mnie w spokoju! Nie mów do mnie nic! Boli!

– Co cie boli?

– Życie mnie boli, bo jesteś bzitka! Bzitką mamą jesteś nie lubię cię!

– Brzytka to byłabym, gdybym cie wzięła na kolano i sprała tyłek.

– Bzitka jesteś bo mnie bijesz!

– Bije? Kiedy?

– Wcolaj, dzisiaj, zawse!. Po dupie mnie bijesz o tak!

I młode pokazuje jak dostaje klapsy. Wiecie, że gdybym była obserwatorem tego zajścia  to pomyślałabym, że mały faktycznie zbiera cięgi? Pokazał to tak realistycznie i z taką wiarą, że zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem mu nie wlałam… Od tamtej pory zaczęłam sie zastanawiać co bym zrobiła, gdyby jakieś dziecko powiedziało mi, że go rodzice biją. Czy zareagowałabym, czy może uznałabym to za kłamstwo? Nie wiem czy nie widząc jakichkolwiek oznak w postaci siniaków, zadrapań podjęłabym jakiekolwiek działania. Pewnie również słysząc za ścianą krzyk dziecka, mocno zastanowiłabym sie nad tym czy aby faktyczni coś się dzieje, czy przypadkiem dziecko nie ma tendencji do wyryczenia się dla ulgi…