O tym jak wypełniam postanowienia noworoczne.

O tym jak wypełniam postanowienia noworoczne.

10 lutego 2019 1 przez Anna

Wymyśliłam sobie, że w tym roku będę miała mniejsze cele, które uparcie będę wypełniać. Zaczęłam od stycznia i choć teraz jest dopiero połowa lutego, to wiem, że świetnie się w tym odnajduję. Zazwyczaj moje postanowienia noworoczne, były zapominane gdzieś w okolicach 17-nastego stycznia, a teraz istnieje prawdopodobieństwo, że będzie zupełnie inaczej. Już jest inaczej bo kontroluję swoje plany i ich wypełnianie.

Dobry kalendarz i ogień.

Tak naprawdę jedyne co będzie potrzebne to kalendarz, który umożliwi zapisywanie planów na każdy dzień. Coś w rodzaju listy zakupów, ale tu zamiast produktów spożywczych wpisujemy rzeczy, które musimy zrobić. Zaczynałam z kalendarzem, który miał jeden dzień na jednej stronie, jednak nie umiałam się w nim odnaleźć. U mnie sprawdził się zwykły kalendarz z LIDLA, który na jednej stronie ma 3 dni tygodnia, a na drugiej 4. Ilość miejsca jest wystarczająca do zapisywania planów na poszczególne dni, a sam układ kalendarza pozwala mi spojrzeć na mój tydzień jak na spójną całość. W poniedziałek nie udało mi się wykonać kilku pozycji? Za to we wtorek wykonałam plan i zrobiłam kilka dodatkowych rzeczy.

Zapisuję wszystko. Spotkania, wywiadówki, wizyty u lekarzy rzeczy, które powinnam posprzątać. W tym momencie muszę się pochwalić porządkiem w szafkach kuchennych (ciekawe na jak długo:D), które prosiły się o uprzątnięcie jeszcze w listopadzie. Pisanie wpisów na bloga, czytanie książek, ćwiczenia, dieta. Dobra ćwiczenia wychodzą najgorzej, bo dopadło mnie dość mocne przeziębienie, ale przepisuje je uparcie i daję każdorazowo wkurzający krzyżyk, który oznajmia mi, że po raz kolejny nie wykonałam tego zadania. Mam nadzieję, że te krzyżyki zmotywują mnie do większej aktywności, do wydajniejszego działania. A przede wszystkim zapisywane rzeczy nie ulatują w niepamięć. Nie zliczę rzeczy, które najnormalniej w świecie zostały zapomniane, przegapione, straciły ważność, tylko dlatego, że ich nie zapisałam i szybko o nich zapomniałam. Teraz zapominam tylko o tych nie zapisanych, a że staram się systematycznie pisać wszystko, to może kiedyś dojdę do perfekcji i stwierdzę, że o niczym nie zapomniałam.

Pozytywnie na moją podświadomość działają kolory. Wszystkie wykonane i niewykonane czynności oznaczam na odpowiedni kolor. Teoretycznie nie jestem wzrokowcem, jednak użycie kolorów ułatwia mi szybsze rozszyfrowanie danego dnia, a potem tygodnia.

Planuję i rozpisuję.


Na każdy miesiąc tworzę większe cele i zapisuję ostatniego dnia miesiąca poprzedzającego. Idealna byłaby strona na notatki oddzielająca jeden miesiąc od drugiego, ale niestety nie znalazłam takiego kalendarza. Wpisuję wizyty lekarskie spotkania, których daty znam. Tak, aby o niczym nie zapomnieć. Dodatkowo w każdą niedzielę rozplanowuję przyszły tydzień. W planach tygodniowych uwzględniam te mniej ważne i te priorytetowe rzeczy. Wszystko po to, żeby maksymalnie wypełnić kolejne dni. Im mniej rzeczy zapisuję, tym mniej wykonuję, tracąc czas na bezwartościowe czynności. Czasem się zastanawiam nad tym, aby wpisywać, ile czasu spędzam, przeglądając Facebooka. Zdecydowanie można by w przeciągu tego czasu zrobić coś ważniejszego, ale internet i telewizor to czarna dziura, która wciąga. A tak nie wiem, ile czasu tracę, więc problem tak jakby nie istnieje. Nie mogę powiedzieć, że wszystko idealnie mi wychodzi, ale widzę duży progres, w stosunku do ubiegłego roku.