dzień dziecka

        Zastanawialiście się z jaką częstotliwością dziecko może niszczyć spodnie? Dobra, nie dziecko, chłopiec. Bo podobno określenie płci w przypadku omawianego problemu jest niezwykle ważne. Przecież standardowo, dziewczynki są dobrze ułożone, nie krzyczą, nie brudzą się, więc ubrań siłą rzeczy nie niszczą. Ale mniejsza o stereotypy.

         Dawno, dawno temu, kiedy Kacper się urodził, byłam zasypana ciuszkami do tego stopnia, że niektórych nie miał na sobie ani raz, bo tak szybko z nich wyrastał. Teraz Kacper to spory chłopak z milionem pomysłów na minutę, jednak nie koniecznie takich, których efekty chciałabym widzieć. Ale to podobno CHŁOPAK, więc mu wolno.  W ubiegłym tygodniu jak co dzień po pracy, poszłam wybrać syna z przedszkola i po wstępnym buzi buzi i „Mamo patrz co narysowałem.” zobaczyłam coś dziwnego na jego kolanie. No cóż pech, Kacper rozdarł spodnie. Przecież nawet najlepszym się zdarza. Zakupiłam łatę do naprasowania i postanowiłam dziada zwalczyć. Pod koniec tygodnia, Kacper znowu poszedł w dżinsach do przedszkola, a gdy go wybrałam doznałam szoku. Ze spodni patrzyła na mnie druga dziura, oczywiście na tym samym kolanie, ale o wiele niżej niż przyklejona łata. No cóż trudno, może materiał trochę puścił po praniu, choć to dżins, ale nie ważne. Spodnie poszły na straty i nie zaprzątałam sobie nimi głowy. Tak minął weekend i poniedziałek. Za to we wtorek mieliśmy cudowną pogodę i pomyślałam, że wezmę tego mojego małego szoguna na zakupy, no bo garderobę uzupełnić trzeba. I tak się cieszyłam sama do siebie zmierzając ku placówce przedszkolnej. Z uśmiechem na twarzy weszłam do budynku i zobaczyłam swoje radosne dziecko, które pałaszowało jabłko. Słońce pięknie świeciło, było na prawdę ciepło. Pogoda wprost idealna na zakupy. Plan na przekupienie dziecka, aby było grzeczne, miałam już w głowie i wtedy mój syn mnie zauważył. Radośnie wstał, podbiegł w moją stronę i wówczas TO zobaczyłam! Lewe kolano praktycznie całe wychodziło z nogawki. Uśmiech z mojej twarzy spełzł. Dokonałam szybkiej analizy tego co powinnam zrobić. Z listy super rzeczy wykreśliłam zakupy, bo w końcu syn mój wyglądał jak obraz nędzy i rozpaczy, lub jak wtedy to określiłam, dziecko wojny. Myśląc, że to niesprawiedliwe, bo taką miałam ochotę na przewertowanie dziecięcych rzeczy, postanowiłam zapytać syna, z głupią nadzieją, czy może przypadkiem się nie przewrócił na podwórku. Wiecie, popchnięcie przez kolegę, albo upadek z jakiejś huśtawki byłabym w stanie przełknąć. Nawet zrozumiałabym to, bo Kacper jest ruchliwy i może machnęłabym ręką, choć pewnie strzeliłabym kazanie w stylu ” Dziecko, Ty się zabijesz zanim to przedszkole skończysz.”, ale ” Nie wiem mamo, zorientowałem się niedawno” to było dla mnie zbyt wiele. Jak można nie wiedzieć, w którym momencie rozdzierają się spodnie. Tym bardziej, że to nie pierwszy raz!!!

       Zdołałam wysyczeć tylko, że ma się ubierać i starałam się liczyć do 10. Byłam już przy trzydziestu pięciu, gdy syn  zaczął sobie wiercić dziurę w kolanie i zaśmiewać się z samoistnych łaskotek. Wtedy też poczułam, że to liczenie do dziesięciu nie ma sensu. Ja byłam prawie przy czterdziestu, a moja furia sięgała zenitu. Ulżyłam sobie gderaniem, że jak to nie wie skoro, trzeci raz w przeciągu dwóch tygodni wychodzi z przedszkola z dziurą na kolanie, zabrałam manatki i wyszliśmy. Drogę do domu pokonaliśmy w milczeniu, ja starałam się pocieszyć że przecież 3 dziury na 2 tygodnie to nie tak tragicznie, aż tu wchodząc po schodach na trzecie piętro olśniło mnie, że przecież te 2 tygodnie upłyną w przyszła niedzielę. Szybko weszliśmy do mieszkania. Praktycznie nie rozbierając się wbiegłam do pokoju Kacpra i zaczęłam liczyć czy przynajmniej do piątku wystarczy mu gaci.

        Zaczynając ten wpis, chciałam zakończyć go stwierdzeniem, że w przeciągu dwóch tygodni dziecko może dorobić się trzech dziur w spodniach, ale sobie daruję. Konkluzji nie będzie, ot matka furiatka ma focha na producentów spodni i na syna, który jakimś magicznym, bliżej niezidentyfikowanym sposobem niszczy ubrania.