Blondynka contra maszynka.

Blondynka contra maszynka.

21 lipca 2015 13 przez Anna

      Kiedyś, gdy chodziłam do gimnazjum, obserwowałam moją fryzjerkę, gdy obcinała swoich klientów. Na ich głowach powstawały piękne fryzury. Wyobrażałam sobie, że kiedyś ja będę takie robiła, choć nigdy szczególnie nie dążyłam do pracy w tym zawodzie. Po prostu byłam pewna, że gdyby dano mi nożyczki do rąk, to wiedziałabym jak je wykorzystać. Moje twierdzenie szybko zweryfikowała rzeczywistość. Jeszcze nie mąż, kupił sobie maszynkę do strzyżenia i moim zadaniem było ścięcie mu włosów. Żadna filozofia, nic specjalnego, wystarczyło przejechać i ściąć na prawie łysą pałę. Po kilku latach praktyki stwierdzam, że nadal nic nie umiem, a ścinanie włosów memu mężczyźnie kończy się jego i moją frustracją, choć w sumie to nie zawsze. Czasem udaje mi się zabłysnąć, ale moje wrodzone roztrzepanie w połączeniu z sporą tolerancją na nierówności z reguły przysparzają powodu do dąsów.

girl-843076_1280

Moja fryzjerka pojechała na wakacje. Dwa tygodnie za granicą, a ja spostrzegłam, że właśnie wtedy była mi potrzebna. Koniecznie musiałam poprawić jeden wygolony bok mojej biednej głowy, który nie wyglądał najlepiej, gdy chciałam związać, bądź upiąć włosy. Jako kobieta pomysłowa i zaradna, postanowiłam sobie poradzić domowymi sposobami. Wszak miałam wszystko, czego potrzebowałam.

Wyjęłam maszynkę do strzyżenia, odszukałam nasadki, których mąż mój nie używa i postanowiłam wykonać próbę strzyżenia. Przystawiłam ją do głowy, włączyłam i prawie padłam ze strachu. Miałam wyciętą dziurę, która wyglądała jak łysy placek. Jedno spojrzenie na maszynkę i doznałam olśnienia. Nie nałożyłam nasadki. Resztę wygoliłam oczywiście z nasadką, ale okrągły placek pozostał. Trochę lakieru, inaczej niż zwykle ułożona grzywka i prawie dało się to zakamuflować.

A wieczorem? Gdy siedziałam razem z Nim i dzień chylił się ku zachodowi, postanowiłam się poskarżyć licząc na wsparcie. Na coś w rodzaju poklepania po ramieniu i ulitowania się nad biedną, pokrzywdzoną niewiastą, której stała się krzywda. Zaczęłam opowiadać punkt po punkcie, całe poranne zdarzenie. Mąż mój najpierw słuchał w skupieniu, a gdy doszłam do wygolonej dziury w głowie, parsknął śmiechem i pozbawił mnie nadziei nawet na gram empatii i zrozumienia. Z każdym kolejnym słowem, które wyrażało moją rozpacz, On śmiał się jeszcze bardziej. Nie było klepania po plecach, był za to ubaw po pachy, a ja obiecałam sobie, że już nic mu więcej nie powiem. Urażona kobieca duma mi na to nie pozwoli.

Ps. Po tygodniu od zdarzenia, muszę przyznać że wygolony placek nie jest aż tak widoczny. Na całe szczęście moje włosy szybko rosną.