A my boczkiem, boczkiem i nas nie ma.

A my boczkiem, boczkiem i nas nie ma.

28 lipca 2014 5 przez Anna

     Lubię być niewidoczna. Nie lubię ściągać na siebie uwagi, wolę przemykać niezauważona i obserwować innych, a jednocześnie lubię stawiać na swoim. Lubię kiedy ktoś liczy się z moim zdaniem, choć nie zależy mi, aby być na pierwszym planie. Wolę kontrolę na odległość. Sama świadomość, że coś dzieje się po mojej myśli jest dla mnie wystarczająca. Nie muszę w tym wszystkim tkwić w samym centrum, a wręcz przeciwnie.

chowanego

     Za nami ostatnia wizyta w kancelarii, lipiec się kończy i wychodzimy na ostatnią prostą. Ksiądz objaśnił nam jak będzie wyglądać cała ceremonia i mam wrażenie, że obydwoje z T. wpadliśmy na ten sam szatański pomysł dosłownie w jednym momencie. A może by tak wyjść bocznym wyjściem, skoro wejść musimy  drzwiami głównymi to może chociaż… ? Tylko T. odważył się zadać to nurtujące nas pytanie i zaraz potem tego pożałował, a przynajmniej ja bym pożałowała po takim kazaniu od księdza jakie otrzymał. Tak więc, bezapelacyjnie wchodzimy głównym wejściem i wychodzimy również głównym wyjściem i nie ma, że boli:-p. Do tego ogrom tekstu, który mamy powtórzyć, zupełnie mnie przeraził. Jestem pewna, że moja wrodzona głuchota mnie zgubi, albo coś przekręcę, albo nie usłyszę, albo zapomnę, albo powiem za cicho, albo… A opcji jest mnóstwo!

      Lubię śluby. Nie koniecznie wesela, choć te mi nie przeszkadzają, bo zawsze mogę wyjść kiedy mi pasuje, albo usiąść, albo zrobić cokolwiek na co mam ochotę, a na własnym weselu byłoby już gorzej.  Do czego zmierzam? Do tego, że ja na prawdę uwielbiam śluby, lubię patrzeć na parę młodą siedzącą na środku kościoła, na tę ich miłość, wiarę w to że ” Nie opuszczę Cię, aż do śmierci”. Lubie patrzeć na piękne fryzury, eleganckie stroje. Lubię czuć ten dreszczyk emocji, gdy para wkłada sobie na palce obrączki i od tej pory są już jak te biedne gołębie w hodowlach, naznaczone i przypisane do konkretnego właściciela. Ale przez myśl mi nie przeszło, że takie siedzenie na samym środku może być stresujące! Posunę się nawet dalej, stresuje się już teraz nie siedząc na środku, a wyłącznie myśląc o tym. Poziom stresu w skali 1:10 określam na 9 , 5. Zdecydowanie matura, egzamin na prawo jazdy i występy w teatrzykach szkolnych chowają się w przedbiegach. Jedyne co mogę porównać z tym bolesnym strachem, to stan w jakim się znalazłam gdy pewnego środowego poranka w szpitalu usłyszałam ” Cięcie”. W jednej chwili żołądek podszedł mi do gardła i już widziałam jak mnie rozcinają na tym zimnym srebrnym stole bez znieczulenia, albo co gorsza mam znieczulenie i budzę się w trakcie cesarki. Szał. Teraz mam podobnie, fobia mnie ogarnia, bo właściwie nad niewieloma rzeczami mogę zapanować. Strach bo wiele mnie dotyczy, a niewiele zależy ode mnie. Bo zawsze mój syn może wywinąć numer i w ostatniej chwili stchórzy odmawiając niesienia obrazu do poświęcenia. Zaczynam się też zastanawiać, czy nie zapomnimy obrączek, czy deszcz nas nie zaleje, czy dobrze zrobiłam, że mam taką, a nie inną sukienkę. A przecież na początku mówiłam, że będzie inna. Może to był błąd, że zrezygnowałam tak łatwo ze swojego pierwszego zamierzenia? Właściwie czemu nie wpadliśmy na to aby iść do ołtarza w dżinsach i podkoszulkach? Moda na antyśluby w pełni więc…