Jak chorować z dzieckiem.

Jak chorować z dzieckiem.

14 marca 2016 5 przez Anna

     Ostatnio dość często łapią mnie infekcje. Jakiegoś pecha mam, albo sama nie wiem co, ale w tym całym chorowaniu uświadomiłam sobie, że nawet to sławne matczyne chorowanie się zmieniło. Po urodzeniu Kacpra i tak gdzieś do 4 roku życia, gdzie w większości po pracy i w weekendy spędzałam z nim czas sama ( takie uroki, gdy chłop jest w pracy od świtu do zmierzchu + soboty), coś takiego jak spokojne chorowanie nie istniało. Bo jak czułam się źle, to i tak musiałam się zająć dzieckiem, więc coś takiego jak wylegiwanie się w łóżku przez te 4 lata praktycznie nie istniało. Gdybym miała określić minusy samodzielnego mieszkania, wiecie takiego bez rodziców i teściów, to byłoby to, że w przypadku choroby jesteście zdani jedynie dla siebie i łaskę bądź niełaskę dziecka. Dodatkowo malucha nie będzie obchodziło, że ledwie patrzysz na oczy, nogi same ci się uginają, a głowa chce eksplodować. Ono chce jeść, pić, kupkę, siku, bawić się, wspinac się na parapet czy grzejnik i wszystko to akurat teraz, w tej chwili. Zawsze możesz dać dziecku zabawkę i zamknąć na krótką chwilę oczy licząc na to, że nie wysmaruje sudocremem dywanu i łóżeczka, albo że nie wyleje z niekapka soku na panele i nie zacznie udawać ryby. Tylko jak się przeliczysz, to czeka Cię kilkuminutowe sprzątanie, zupełnie niewarte tych 5 minut w łóżku.

cure-1006810_1920

Teraz jest komfortowo.

    Daje dziecku pada, włączam grę na komputerze, włączam bajkę czy cokolwiek innego i kładę się do łóżka, współczując sama sobie, że mi tak źle i taka strasznie chora jestem. Młode od czasu do czasu zakłóci mój spokój swoimi prośbami o jedzenie, czy picie, a także zaproponuje zabawę, ale jest w stanie zrozumieć, że matka marzy jedynie o względnej ciszy, a jak nie o ciszy to o tym, aby nie trzeba było wstawać, ani mówić, ani nawet myśleć. A wszystko to, ciesząc się komfortem jakim jest brak stresu spowodowany tym, że dziecko może sobie zrobić krzywdę na prostej drodze. Ot, siedmiolatki są na prawdę kumate i samodzielne. Nie umrą z głodu nawet wtedy gdy w chlebaku znajduje się chleb nie pokrojony w piekarni. Są w stanie zrobić sobie picie i zajmą się sobą przez jakiś czas. Baa będą budować dla chorego rodzica wehikuły czasu, samoloty i samochody, a wszystko po to, żeby się tej biednej matce polepszyło.

Kilka sposobów na chorowanie z mniejszym dzieckiem.

     Ale żeby nie było, że jestem samolubna i że wiem, bo w końcu to przerabiałam, a nie podzieliłam się wiedzą, to teraz kilka tricków na zabawy dla młodszych dzieci, które nie będą wymagały wstawania z łóżka.

  1. Malowanie. Ważne, żeby to nie były farby i nic co brudzi, w tym wypadku najlepsza będzie duża tablica magnetyczna, bo jak się wam przydarzy zamknięcie oczu na dłuższą chwilę, to po ich otworzeniu ujrzycie pięknie przyozdobione meble i ściany. Tablica magnetyczna, zapewnia względny porządek.
  2. Klocki. Dzieci będą potrafiły się nimi zająć przez dłuższą chwilę. Minusem może być guz, którego możesz się nabawić, jeśli dziecko usilnie będzie chciało się pobawić. No ale coś za coś. Czasem warto zaryzykować.
  3. Plastelina. Dla dzieci 3-4 letnich, bo młodsze mogą ją po prostu zjeść. Zdecydowanie zabawa na dłuższą chwilę.
  4. Wydzieranki. Nie lubiłam ich nigdy, ale gdy chorowałam sięgałam po nie z nadzieją na chwilę wytchnienia. Sprawdzało się. Dziecko darło sobie papier kolorowy, babrało się w kleju i przyklejało kawałeczki na białej kartce tworząc arcydzieło, a ja miałam jakieś 5 minut.
  5. Bajki. Mnie pomagała Rybka Mini Mini. Uwielbiałam te bajki bo były w stanie zainteresować młodego na trochę dłużej. Co prawda kolorowa rybka uzależniała do tego stopnia, że dziecko budząc się o 2 nad ranem musiało koniecznie sprawdzić czy rybka mini mini śpi ( jak spała to On też na szczęście się kładł), ale mimo tych kilku epizodów, nadal mam poczucie, że uratowała mi nie raz i nie dwa tyłek.

A jakie Wy macie sposoby, na chorowanie z dzieckiem?

Polecam