Jak oszczędzać-zmiana ról.

Jak oszczędzać-zmiana ról.

13 kwietnia 2015 5 przez Anna

    Po 15 minutowym sterczeniu pod drzwiami, 2 minutach obserwacji przez zaciekawioną starszą sąsiadkę, udaje nam się dostać do mieszkania. Ale najpierw muszę jeszcze zebrać zawartość torebki z wycieraczki. Taki prawie codzienny standard. Zdziwienie pojawia się dopiero wtedy, gdy do mieszkania wchodzimy praktycznie z marszu, tuż po tym jak w mojej ręce pojawiają się klucze. Ściągam kurtkę i buty, dziecko wie co ma robić więc właściwie jedyne co muszę, to zabrać się za mycie naczyń i robienie obiadu.

Jeden talerz, drugi, trzeci…

– Źle to robisz! Tak się nie myje naczyń.

– A jak się je myje?

– Musisz nalać wody i zatkać zlew, dajesz tylko trochę płynu, a potem możesz spłukać.

Dobra, nigdy nie byłam mistrzynią w oszczędzaniu wody. Myślę nawet, że moja mama zlikwidowała w łazience wannę po to, aby zaoszczędzić na moich długich kąpielach. Wszak pod prysznicem jest szybciej i ekonomicznej. Choć oficjalna wersja brzmiała ” łazienka jest za mała, prysznic będzie praktyczniejszy”. Rzucam urywkowe aha i myje naczynia dalej, marnując lejącą się wodę, czym wprawiam w irytację mojego syna.

– No przecież tak się nie robi! Pani w przedszkolu mówiła i pan policjant i…

– Ok. Jak będziesz mył sam naczynia, to będziesz się bawił w nalewanie i płukanie.

Niepocieszony młody człowiek odszedł, mrucząc coś pod nosem, choć szczerze mówiąc miałam nadzieję, że swoją pomoc zaoferuje i pokaże matce jak to się powinno robić. Jednak nie… no trudno, może następnym razem? Jednak biorąc sobie jego słowa do serca, może zadbałabym w końcu aby tych dopłat za wodę nie było? Ale nie, to na pewno przez pranie i kąpanie. A brudni chodzić nie będziemy.

– Mamo, mamo! Tata też nie oszczędza wody!

– Niby czemu?

– Bo myje zęby i puszcza wodę. Powinien nalać sobie trochę do kubeczka, jak ja i potem zakręcić wodę!

      Nie chcę go uświadamiać, że robię podobnie. W ogóle da się myć zęby jak strumień wody nie leci? Przecież to jakaś abstrakcja! Wracam do swoich zajęć, oburzone młode rozwala zabawki po przedpokoju, pewnie zastanawia się jakim cudem tacy rozrzutni jesteśmy, a nie chcemy mu kupić wymarzonych figurek superbohaterów, bo niby za drogie. A przecież jakbyśmy te krople wody oszczędzali, to byłoby i na figurki i może jeszcze na jakieś tory samochodowe…

Polecam