Podobno nie kocha się za coś, ale mimo wszystko. A ja kocham i za coś i pomimo, bo jedno drugiego nie wyklucza, bo wręcz wszystko się uzupełnia, zazębia i tworzy jedną spójną, doskonałą w swej niedoskonałości całość.

Kocham go, bo jest mój. Taki wymarzony i wyśniony.  Bo kiedyś głaszcząc mój duży brzuch pomyślałam sobie, że On wcale nie będzie  miał pięknych czarnych miękkich włosów po Tomku, tylko takie dziwne ni to rude ni to blond, zwykłe proste druty po mnie. I że niebieskie oczy zwyciężą, bo właściwe sama nie wiem czemu tak wtedy pomyślałam. Jakiś impuls mną zawładną, absurdalny tok myślenia sprzeczny z logiką dziedziczenia, z wiedzą o genach recesywnych i dominujących.  Tak jak byłam pewna, że będzie chłopcem, właściwie od samego początku, nie mając potwierdzenia z USG, czułam że będzie moim chłopcem.

unnamed

Kocham go, gdy się obraża, gdy czasem w złości tupnie nogą, albo gdy zaczyna płakać bo coś mu się nie udaje. Czasem mnie to zachowanie denerwuje, ale częściej bawi, bo jest to takie tylko jego. Bo jeszcze z własnymi emocjami nie do końca potrafi sobie poradzić. Bo w domu nieraz jest świadkiem starcia dwóch wulkanów, a on jest tym trzecim, mniejszym ale równie emocjonalnym, a może nawet bardziej  niże te dwa większe?

Kocham go, bo jest mądry i trochę przebiegły. Nie raz już wykazał się sporym intelektem, a do tego mistrzowską przebiegłością w prozaicznych sytuacjach. Lubię obserwować, gdy  stara się podejść nas rodziców, żeby osiągnąć swój cel. Choć nie zawsze mu się to udaje, to jednak sama obserwacja jego poczynań, daje mi nadzieję na to, że w przyszłości będzie sobie radził w relacjach z innymi.

Kocham go pomimo tego, że psoci. A może wtedy kocham go najbardziej? Gdy słyszę, że skacze z łóżka mimo, że wie o mojej dezaprobacie. Gdy skrada się po kryjomu i próbuje przemycić zabawki do swojego łóżka choć wie, że nie będę zadowolona gdy je w nim znajdę. Gdy temperuje kredki w efekcie czego całe łózko i podłoga jest w obierkach, a on z miną niewiniątka twierdzi, że przecież On to pozbiera i że tak na prawdę jest ładniej w pokoju, bardziej kolorowo.

Kocham go sto razy mocniej, gdy widzę, że nie jestem jego jedyną kobietą w życiu. Uwielbiam słuchać, gdy z iskrą w oku opowiada jak Ciocia “wcale nic mu nie kupiła” i że się bawili i kopali piłkę i oglądali bajki i… Gdy przychodząc od babci mówi, że wcale nie jadł u niej słodyczy przed niedzielnym obiadem i że rysował dla Niej i Cioci obrazek. Gdy biegnie do drugiej babci i tak abym nie słyszała, pyta czy może poszperać w kuchennej szafce w poszukiwaniu słodyczy. Gdy bawi się  z młodszą koleżanką i widzę, że chciałby ją mieć tylko dla siebie. Przytula ją, opiekuje się nią i głaszcze. I gdy cieszy się jak mała odwzajemnia te dziecięce uściski i śmieje się w głos, gdy On ją łaskocze.

Kocham go, gdy wpycha się przede mnie, aby otworzyć mi drzwi mimom, że i tak  najpierw On wchodzi. A potem kłania mi się w pół i  oznajmia, że panie mają pierwszeństwo.

Kocham go, gdy mówi że mnie nie lubi i ukradkiem zerka, czy już jest mi przykro czy może musi zrobić coś jeszcze, żeby zobaczyć zawód w moich oczach i dać mi tym samym nauczkę za moje ” złe postępowanie”.

Kocham go, gdy po raz trzy tysiące pięćset pięćdziesiąty szósty, opowiada mi o postaciach z gry LEGO mimo iż wcale nie chce mi się kolejny raz tego słyszeć i nawet denerwuje mnie to, że z taką pasją nie opowiada o innych zabawkach czy treningach piłki nożnej. Gdy go słucham ulegam nawet dziwnemu wrażeniu, że on przez cały tydzień tylko gra i nie robi nic więcej, choć przecież wiem że to nie prawda.

Kocham go, gdy leżę koło niego w łóżku i myślę że zasnął, a On wtedy otwiera jedno oko i sprawdza czy przypadkiem nie usnęłam, bo chciałby pobawić się samochodami. I wtedy gdy koniecznie muszę go przytulić i dać 7 buziaków, bo gdy dam o jednego mniej to na pewno nie zaśnie, a potem gdy mam go głaskać po policzku, bo jemu to bardzo pomaga. I gdy mówi, że będę go tak usypiać do 18 nastki.

Kocham go,  gdy widzę w nim lustrzane odbicie zachowań członków naszej rodziny. Fascynuje mnie to, czasem nawet przeraża, bo nie wszystko jest pozytywne, ale składa się w jedną spójną Kacprową całość.  Podziwiam, czasem się denerwuję, ale i tak kocham. Nie da się inaczej.