Czy mi jeszcze wypada?

Czy mi jeszcze wypada?

24 stycznia 2017 8 przez Anna

Biegasz po łące próbując złapać latające motyle, albo zakradasz się delikatnie do kępy trawy, próbując nie wystraszyć koników polnych. Łapiesz je, oglądasz i wypuszczasz ciesząc się w głos, że znowu się udało. Nie zastanawiasz się, co pomyślą o Tobie sąsiedzi, albo przypadkowi ludzie, którzy akurat Cię zobaczyli. Nie obchodzi Cię to, bo jako dziecko żyjesz tu i teraz, liczy się dobra zabawa. Beztroska, to Twój znak rozpoznawczy.

 

Kiedy zaczyna się ta magiczna granica, która określa, co nam wypada, a co już nie? Pamiętam jak około 13 roku życia, zastanawiałam się czy jeżdżenie na rowerze zupełnie bez celu z pobliskiej górki nie będzie postrzegane, jako głupie. Wtedy doszłam do wniosku, że jednak to głupie i że lepiej się nudzić nisz narazić na śmieszność. I tak z każdym rokiem, wypadało mi coraz mniej i mniej, aż w końcu coś się zmieniło.

Narodzenie dziecka to czas, w którym dorosły bezkarnie może się cofnąć do okresu dzieciństwa i na nowo odkryć grzechotki, farbki, klocki, sanki i inne świetne rzeczy, o których zapomniał, lub zwyczajnie uznał, że już mu nie wypada. I tak mijają lata świetnej zabawy, którą dla innych możemy nazwać pokazywaniem świata małemu dziecku, a potem ten dorosły znowu orientuje się, że mu nie wypada zjeżdżać z górki na sankach, bo jego pisklę to już trochę stare jest i samo sobie świetnie radzi.

Wiecie, że wychodząc z młodym na sanki, byłam jedyną mamą, a nawet jedynym rodzicem, który odważył się zjechać na sankach?  Na początku nie za bardzo chciałam, bo co inni powiedzą, ale przegrywając zakład musiałam schować dumę do kieszeni. Rozglądając się wprawo i lewo i upewniając się, że ludzie niestety nagle nie zniknęli, wsadziłam swój tyłek w małe plastikowe sanki, ułożyłam na kolanach torebkę, sprawdzając czy jest zasunięta  i zjechałam. A co ! Zakład to zakład. Najzabawniejsze jest to, że jak już zjechałam, to miałam w nosie czy ktoś to widział czy też nie. Żałowałam tylko, że nie mamy drugiej pary sanek, bo też chętnie pojeździłabym sobie z górki, przypominając stare dobre czasy w których to wychodziłam ze znajomymi na sanki tuż po zjedzeniu obiadu, a wracałam gdy się ściemniało. To że zupełnie przemarzałam, nie było ważne.

Zastanawiam się teraz, dlaczego ludzie sami siebie ograniczają, odbierając sobie prawo do dobrej zabawy? Przecież radość to cel, do którego powinien dążyć każdy. A tym czasem, dobra zabawa staje się czymś niedorzecznym, dostępnym tylko dla małych dzieci, które jeszcze nie wiedzą co to wstyd z czerpania radości podczas zabawy.