Mrożące krew w żyłach historie z życia matki.

Mrożące krew w żyłach historie z życia matki.

7 maja 2017 6 przez Anna

     Za mną 8 lat z moim pierworodnym. W tym czasie wydarzyło się kilka sytuacji, które zmroziły mi krew w żyłach. Co najdziwniejsze, zatrważająca większość wydarzyła się w ciągu dosłownej sekundy, w której to nie zdołałam nawet zareagować, choć stałam blisko. To dziwne, bo zawsze nieszczęścia, o których słyszałam przydarzały się rodzicom, którzy tylko na chwilę wyszli do toalety, albo do kuchni. Tymczasem ja, jako ten największy wyjątek miałam szczęście i nieszczęście obserwować zapędy destrukcyjne mojego dziecka.


Podczas gdy większość rodziców wspomina, że dziecko sturlało im się z łóżka i uderzyło główką o ziemię, mnie przed oczy powraca obraz półrocznego młodego, który uparcie ćwiczył siedzenie. Całkiem nieźle mu szło, aż do momentu, w którym dojrzał swoje skarpetki w ślimaki i postanowił je sobie ściągnąć. Tak się zaparł, że właściwie w jednej chwili poradził sobie ze skarpetą i zachwiał się uderzając tyłem główki o parkiet. Niby takie nic, a płaczu było tyle, że ho ho. I ja prawie zawału dostałam, bo zadudniło tak, jakby spadł z porządnej wysokości.

Tuż przed pierwszymi urodzinami młode zaczęło dreptać samo. Szło mu naprawdę nieźle, choć i tak więcej raczkował. Ale gdy tak raz wstał i zaczynał swój bieg, pomyślałam sobie, że kiepsko by było gdyby nabił sobie śliwę, tuż przed własnym roczkiem. I gdy tylko o tym pomyślałam, młode zawadziło o dywan i wleciało w drzwi. Śliwa przy zdartym nosie i policzku to byłby pryszcz. Niestety, na własnym roczku syn mój wystąpił jak ten obdarty oprych, choć na szczęście żywy oprych.

Wychodząc z pokoju kątem oka dostrzegłam otworzone okno. Krótka analiza tego co robił młody i że nie będzie mnie maks minutkę spowodowały, że najpierw machnęłam na to okno ręką, a potem  wróciłam aby je zamknąć. Nic nie mogło się stać bo Kacper zajęty był plasteliną, ale jednak coś mi podpowiadało, że lepiej zamknąć to okno. Wracając z kuchni po mniej niż minucie, zobaczyłam jak 2 letni Kacper, przysunął sobie do parapetu nocnik, z którego praktycznie wczołgał się na parapet i trzymał za klamkę wcześniej otwartego okna. Ciśnienie poszybowało do góry w jednej chwili tym bardziej, że mieszkam na 3 piętrze i zwizualizowałam sobie co mogło się stać.

Kolejna sytuacja, o której często wspominam, to trzecie urodziny Kacpra, na które dostał rowerek i wsiadł na niego bez kasku. Po kilku próbach jazdy, przypomniałam sobie, że jednak pasowałoby go wystroić w kask. Po kilku sekundach jazdy, boczne kółko wpadło w dziurę i Kacper kaskiem uderzył w krawężnik. Nawet nie chcę myśleć, co by było, gdyby tego kasku na jego głowie nie było.

Zjedzona szklanka na weselu też zostanie zaliczona na poczet mrożących krwi w żyłach chwil. Chyba tylko ostatkiem sił zdołałam zachować spokój i wyjęłam z budzi 4 letniemu Kacprowi, odgryzione kawałki szklanki. Do tej pory zastanawiam się, jakim cudem nie doszło do rozlewu krwi.

Z obcasa w twarz młody również dostał. Właściwie dzień po tym jak zjadł szklankę, więc może miał po prostu jakiś gorszy dzień, a ja miałam jakieś zaćmienie w przewidywaniu niebezpieczeństw. Choć zazwyczaj jakieś nieszczęście przewiduję nawet wtedy, gdy nigdy się nie zdarza.

I chyba ostatnie wspomnienie, które i młodemu zmroziło krew w żyłach, albo jak on to powiedział „ Mamo, całe życie mi przeleciało przed oczami”. Zwykłe przejście dla pieszych, z którego już schodziliśmy. Kiepska pogoda i człowiek, któremu ewidentnie się spieszyło. Kątem oka zobaczyłam niebezpiecznie szybko zbliżające się auto i pchnęłam młodego na chodnik. Chyba nawet trochę za mocno, ale to tak odruchowo. Samochód zatrzymał się jakieś pół metra ode mnie, ale z szoku nie mogłam wyjść przez dobre kilka minut.

Strasznych chwil było oczywiście o wiele więcej, ale ja wybrałam takie, które wryły się w moją pamięć najbardziej. Zastanawiam się czy Wy też macie za sobą jakieś mrożące krew w żyłach wspomnienia, które bezpośrednio dotyczą waszych pociech?

Polecam