Przedślubne stresy.

Przedślubne stresy.

3 czerwca 2014 12 przez Anna

     Właściwie plan był taki, żeby o tym nie pisać. Żeby absolutnie się nie przyznawać, no bo w końcu pisałam, że to pryszcz. Nic się nie zmieni (nadal tak uważam) i wszystko będzie po staremu. A jednak zaczynam się bać, pierwszym objawem tego lęku jest zaciskający się żołądek. Stresuje mnie, że nie mamy obrączek. Stresuje mnie, że lipiec będzie oznaczony bieganiną ślubną. Stresuje mnie, że do tego lipca został miesiąc. Stresuje mnie, że chłopcy nie mają krawatów i butonierek, a właściwie młode to nic jeszcze nie ma. Stresuje mnie, że będę musiała siedzieć na środku kościoła i nie schowam się za nikim. Wszystko mnie stresuje. Nawet to, że ostatnio często pada deszcz.

66ae965d67

      A wszystko zaczęło się od wizyty w UCS, wypełnialiśmy te druczki ślubne i trzeba było wybrać nazwisko. Dobra ja wypełniałam, T. podpisywał tylko, ale doszłam do tych nazwisk i… No przecież jak wpisałabym swoje, to suszyłby mi głowę do ślubu, a nawet i po. Mogłoby być mu przykro, a tego łączonego jednak nie chciałam, za dużo literek i wpisałam obok nazwiska dla siebie, to jego. On miał ubaw, a mnie zaczęły nerwy zżerać, płakać mi się chciało, bo… To już nie jest zabawa, to nie jest niewinne planowanie czegoś, odległego tylko zbliżająca się egzekucja, realna egzekucja powoli wychodząca zza rogu. Żołądek ściska mi się z dnia na dzień od tamtego momentu, minimalne rozmiary osiągnął podczas wizyty w kancelarii parafialnej. Niby nic, a jednak jestem przerażona. Ciesze się, bo może dzięki temu skurczowi żołądka, który nie ustaje nawet na moment trochę schudnę, ale tak poza tym czuje straszny dyskomfort i coś podobnego do nieustępującego lęku. Tak jakby ktoś mnie śledził, gonił, czyhał na moje życie. To tak ma wyglądać? Czuję się trochę oszukana, jak wtedy kiedy okazało się, że to całe zapomnienie o okresie po porodzie jest wyssane z palca, bo sam połóg trwał ponad 2 miesiące, wiec jak niby miałam zapomnieć że miesiączka w ogóle występuje? Teraz jest podobnie, wyobrażałam sobie, że nic mnie nie będzie denerwować, w końcu wesela nie planujemy, a rzeczywistość powaliła mnie na łopatki. Stresuje mnie dosłownie wszystko. Tak mnie stresuje, że w niektórych momentach ten strach, aż boli.

       Sama na siebie jestem zła, bo obiecałam sobie, że do końca nie zgłupieję, że to tylko ślub z mężczyzną z którym jestem już prawie 7 lat, z którym mieszkam i z którym mam dziecko. Naturalna kolej rzeczy, tylko trochę odwrotna… No to jak to jest naturalne, to czego tak stresuje? Czemu mam wrażenie, że coś się kończy, żeby inne mogło się zacząć skoro, już mieszkamy ze sobą, już tworzymy rodzinę i już mamy dziecko i żadnych radykalnych zmian bo TYM dniu nie będzie?

Polecam