Rozwód na wakacjach, czyli Wielka Czantoria według blondynki.

Rozwód na wakacjach, czyli Wielka Czantoria według blondynki.

13 sierpnia 2017 3 przez Anna

Do wyjścia w góry przygotowałam się długo. Planowałam trasę, którą przejdziemy, z racji tego, że wybieraliśmy się z dzieckiem, starałam się dobrać jak najłatwiejsze wejście. Przeczytałam kilka wpisów i artykułów, skorzystałam z kalkulatora szlaków, który pomógł mi dokonać wyboru. Jeszcze w wieczór przed wyjazdem dokładnie obejrzałam początek szlaku, który znajdował się w centrum Ustronia i wiedziałam, że na początku powinnam wybrać szlak żółty lub niebieski. Naszym celem była Mała i Wielka Czantoria.

Beskid Śląski- Z Ustronia na Małą i Wielką Czantorię.

Dość szybko znaleźliśmy miejsce parkingowe i ruszyliśmy w miejsce, w którym miał się zaczynać żółty szlak, zamiast tego na drzewach oznaczony był szlak czerwony. Niezrażona tym faktem stwierdziłam, że za jakiś czas pojawią się oznaczenia żółte i właśnie nimi podążymy, a tym czasem szliśmy dzielnie szlakiem czerwonym. Tuż po wyjściu z miasta sprawa się skomplikowała, bo teren mocno wznosił się ku górze, trud i zmęczenie wynagradzały  nam mi piękne widoki. No dobra miałam stres, że idziemy źle, bo nagle gdzieś w lesie zaczęliśmy iść w dół, ale miły Pan powiedział, że idziemy dobrze, więc szliśmy dalej nie wiedząc, co nas czeka a już czuliśmy się zmęczeni. ( A to dopiero był początek) Idąc drogą gruntową, doszliśmy do drogi asfaltowej osłoniętej z każdej strony drzewami, co wcale nie ułatwiło sprawy, bo droga wciąż szła w górę i nie raz, ani nie dwa brakowało nam tchu i sił. Widząc wzrok mojego męża, który już wcześniej dawał znać, że chyba go chciałam zabić tą wyprawą wiedziałam, że tylko włos dzieli nas od kłótni, albo rozwodu. Dlatego z ulgą przyjęłam widok stacji narciarskiej i hotelu Poniwiec Mała Czantoria, w którym ktoś mógłby udzielić nam informacji ile jeszcze dzieli nas od szczytu Wielkiej Czantorii. Pan poinformował nas, że wyciąg działa tylko w weekendy a my musimy się wrócić do Ustronia, żeby wyjechać innym wyciągiem. Ale nam przecież nie o wyciąg chodziło tylko o szlak.  Nadal czerwonym szlakiem pięliśmy się w górę i w duchu już widziałam jak po przyjeździe otrzymuję dokumenty rozwodowe. Zmęczenie niestety nie równało się satysfakcji i odpoczywając kilka razy w końcu osiągnęliśmy pierwszy cel, jakim był szczyt wyciągu narciarskiego Mała Czantoria, a który Małą Czantorią nie był. Ale o tym dowiedzieliśmy się po wykonaniu pamiątkowych selfiaków i po tym jak luneta na szczycie zżarła nam 2 złote. Niezrażeni tym faktem skorzystaliśmy tam z dostępnych stolików i zjedliśmy kilka owoców, wszak czekała nas podróż czarnym szlakiem, na szczyt Wielkiej Czantorii. Kolejny raz zasięgając informację od turystów dowiedzieliśmy się, że przed nami ciężkie i kamieniste podejście, które potrwa około 40 min ( tak jakby na czerwonym szlaku brakowało kamieni).

Po wyjściu z Ustronia, gdzie teren praktycznie po pierwszym kilometrze zaczął piąć się w górę, zobaczyliśmy takie piękne widoki.

Najsławniejsza koza w polskiej blogosferze!

Tu pomyślałam, że jest super bo czeka nas tylko kilometrowe podejście. Jak ja się miliłam. 1 km to odległość do wyciągu i hotelu, a na szczyt tego wyciągu trzeba było jeszcze wyjść.

Poniwiec-Szczyt wyciągu narciarskiego a dla nas wtedy Mała Czantoria.

Tak wyglądają ludzie, którzy mają za sobą 3/4 trasy na szczyt.

Z Poniwca na Wielką Czantorię.

Na początku szło się miło, choć słonko grzało, ale szybko okazało się, że podejście do naszego celu jest bardzo wyczerpujące, za to widoki i piękno krajobrazu nieziemskie. I kolejny raz będąc u kresu sił nie dawaliśmy za wygraną, szliśmy wzdłuż granicy Czeskiej, aż w końcu dotarliśmy do Koliby na Czantorii. Przez chwilę myślałam, że to już, że to nasz cel podróży, ale później okazało się, że przed nami jeszcze kawałek. Co ciekawe, byłam tak podekscytowana, że jednak się uda, że nie jestem w stanie sobie przypomnieć czy te ostatnie metry były męczące. Dopiero, gdy zobaczyłam wieżę widokową miałam już pewność, że jesteśmy i dopiero wtedy zobaczyłam radość w oczach współtowarzyszy. A oprócz radości pojawiła się też satysfakcja.  Na szczycie spędziliśmy około godziny, podziwiając widoki z wieży widokowej, kupując pamiątki dla najbliższych i pałaszując ostatnie owoce, które dotarły z nami na szczyt. Co ciekawe zrobione rano bułki w większości wróciły do domu? Gdy już nabraliśmy sił, kolejny raz, wybierając czerwony szlak, ruszyliśmy tym razem w dół do Kolei Linowej na Czantorii. Droga była kamienista, w dół szło się oczywiście szybciej, ale mam wrażenie, że trzeba bardziej uważać, bo bardzo szybko można popełnić błąd i zrobić sobie krzywdę.  Poza tym wciąż byłam pod wrażeniem tego, że zobaczyłam kobietę z wózkiem i nie wiem jak ona go tam wyciągnęła. Dopiero schodząc, zdałam sobie sprawę, że przez całą drogę na Wielką Czantorię nie zobaczyłam ludzi w klapkach ani sandałkach, dopiero tam, schodząc z góry moim oczom ukazały się Panie, które nie były zadowolone z tego, że czują pod stopami każdy kamień, bo ich cienkie obuwie, nie nadawało się na takie wyprawy. Podejrzewam, że wjechały one koleją linową myśląc, że dalej będzie już łatwo. No niestety. Podejście na Wielką Czantorię z kolei linowych trwa, co najmniej 40 min ( ciężko mi stwierdzić, bo ja schodząc, szłam z pewnością około 30 min) . Mimo wszystko schodzić bałabym się w takich sandałach. Po około 30, a może 40 minutach znaleźliśmy na szczycie Kolei Linowych, gdzie znajdował się tor saneczkowy, z którego nie omieszkaliśmy skorzystać i Muzeum Zoologii, które chciałam zobaczyć, ale jakoś w ferworze załatwiania biletów na zjazd wyciągiem, zostało zapomniane i pominięte, a szkoda. Uwieńczeniem naszej wyprawy był zjazd, który dodał nieco adrenaliny, ale zaoszczędził mnóstwo czasu, które musielibyśmy poświęcić na schodzenie, a potem tylko 4 lub 3 kilometry dzieliły nas od parkingu, na którym zostawiliśmy nasz samochód. Ten odcinek przeszliśmy również pieszo, ale mimo upału nie czuliśmy zmęczenia.

Widok na Poniwiec z drogi na Wielką Czantorię

Republika Czeska powitała nas gorącym słońcem.

Wieża widokowa na Wielkiej Czantorii- Hura!!!!! Zdobyliśmy szczyt! Jeszcze tylko trzeba pokonać te schody.

To małe łyse pole to Poniwiec, szczyt wyciągu narciarskiego. A wcześniej miejsce z którego rozpoczęliśmy ostatni etap podróży na szczyt. Oczywiście zdjęcie zostało wykonane z wieży widokowej.

Widok na polską stronę- Ustroń

I schodzimy.

Kolejka linowa prowadząca z Ustronia. Większy tam ruch niż na samej Czantorii.

 

Kiedyś Morskie Oko, teraz Czantoria, co będzie następne?

Legenda stron:

http://www.beskidslaski.pl/Ustron/szlak1.html

https://obserwatoriumpodrozy.com/2015/04/26/mala-i-wielka-czantoria-pomysl-na-piesza-wycieczke-w-ustroniu/

https://www.szlaki.net.pl/kalkulator.php

http://www.czantoria.net

Polecam