A prawda jest taka, że oboje chcieliśmy chłopca, choć z dziewczynki ucieszylibyśmy się równie mocno. Przecież nie wypada życzyć sobie danej płci, tylko zdrowe dziecko i tego też chcieliśmy chyba jeszcze bardziej niż samego chłopca. Pomijając to co wypada, a czego nie to przyznam się, że ja miałam takie swoje szczenięce marzenia, w których siedzę sobie na werandzie parterowego domu, a wokół mnie biega syn starszy zaraz za nim syn młodszy, a na końcu wychuchana, najmłodsza córka. Taki układ jak najbardziej mi odpowiadał, był wręcz idealny, ale skąd mogłam wiedzieć, że myśl o trójce mi przejdzie? Przeszła i to równie szybko jak się pojawiła, a pojawiła się podczas trwania ciąży, bo wcześniej myśl o dziecku, choćby jednym, była dla mnie tak odległa i abstrakcyjna jak morze od Podkarpacia. Biorąc pod uwagę, że nigdy nad Bałtykiem nie byłam i jakoś się na to nie zanosi, to odległość urasta do miana nieprzekraczalnej i nigdy nieodkrytej.

razem

      Kacper zaczyna się interesować zamierzchłymi czasami, dla niego wręcz archaicznymi, zupełnie nierealnymi. Bo czy  świat mógł w ogóle istnieć bez niego? W takich chwilach rozumiem go jak nikt inny. Dawno, dawno temu, gdy miałam jakieś 8 lat również zastanawiałam się jak świat mógł istnieć, skoro ja mam tylko 8 lat i jakim cudem mama, na czarno białej fotografii, miała czarne długie warkocze, a tata w krótkich spodenkach ze swoją babcią karmił kury. Lubiłam oglądać stare zdjęcia i porównywać moje życie do ich. Kacper też powoli dochodzi do tego etapu, wypytuje, jest po prostu ciekawy. Wyciąga swoje własne, niekiedy zupełnie mylne wnioski, ale jest to tylko jego dedukcja. Jak wtedy, gdy pewnego dnia ni stąd ni  zowąd, siedząc między nami na kanapie stwierdził, że tata to chciał dziewczynkę.

        Lubię wracać do chwil z okresu ciąży, albo przynajmniej do niektórych wspomnień, bo na delektowanie się samym stanem błogosławionym nie miałam czasu, a może tez brak mi było umiejętności, aby wyłuskać to co piękne i ważne?  Czytając zapiski podwójnych mam i ich obserwacji na temat drugiej ciąży i mniejszej ilości czasu na jej przeżywanie z racji licznych obowiązków domowych i wychowawczych, wydaje mi się, że ja ponad 5 lat temu właśnie w takiej drugiej, ciąży byłam. Miałam zbyt mało czasu na delektowanie się tym stanem, dłużył mi się i jednocześnie uciekał przez palce. Nie potrafiłam go uchwycić i tych zapomnianych chwil w większości mi żal, wspomnienia zacierają się , tracą ostrość, blakną, a czasem całkowicie znikają. Obrazy często są wypierane przez uczucie lęku, bo to napięcia, ciągłe poczucia braku czasu, bo ciągle trzeba było jeszcze tyle zrobić przed porodem. Ale są też chwile, które pamiętam do dziś, których mam nadzieję nigdy nie zapomnę, ze względu na ich ogromną wagę. Takich jak to niepozorne, w którym dwójka nastolatków, trochę wystraszonych, ale zdeterminowanych wybierała imię dla dziecka. Dla maleństwa, które jeszcze nie było dla nich ani chłopcem, ani dziewczynką.  Nie zastanawiali się długo, właściwie obydwoje podjęli szybką decyzję, ona wybrała imię dla chłopca, a on imię dla dziewczynki. Choć i tak coś jej podpowiadało, że będzie mieć wymarzonego syna, to cieszyła się z tej pierwszej wspólnie podjętej decyzji. A gdy jeszcze można się tym wspomnieniem podzielić z dzieckiem, którego ono dotyczy i obserwować jego radość, a potem gromki śmiech, bo mógł być Julką. Bo tak naprawdę nikt nie miał wpływu na to, kim będzie i my jako rodzice przygotowywaliśmy się na każdą możliwość i każdą płeć byliśmy w stanie przyjąć z taką samą radością. I w końcu ostatnie wspomnienie dotyczące po części imienia, trochę zamazane, trochę przycięte przez moją pamięć. Wizyta u ginekologa i USG. Jedno zdanie wypowiedziane przez lekarza i te machające rączki i nóżki na ekranie monitora, a potem droga do domu i uśmiech na twarzy Tomka. Telefon w jego dłoni i słowa radości, których nie zapomnę ” Będę miał syna!”.  Czy tak może cieszyć się człowiek, który był nastawiony, na konkretną płeć dziecka?

Te skrawki wspomnień, maleńkie urywki rozmów nadają coraz częściej smaczku naszym rozmowom z Kacprem. Mam wrażenie, że dzieci bardzo lubi słuchać o tym, jak rodzice o nich marzyli, jak sobie je wyobrażali, o tym że ich od początku kochali.